Rozdział 37

 Rozdział trzydziesty siódmy


Pan Biszkopt


- Fred chodź tutaj! - Janusza obudziło wołanie Agatki. Spojrzał na żonę leżącą obok niego, spała spokojnie na boku, potem spojrzał na zegarek stojący na szafce po jego stronie łóżka. Była 6 : 30.
Wstał, założył szlafrok i wyszedł z sypialni, udał się do pokoju córki.
Agatka spojrzała na niego trochę zdziwiona, kiedy zobaczyła go w progu.
- Cześć córciu, co się stało, dlaczego tak krzyczysz? - zapytał szeptem, podchodząc do jej łóżka i kucając przy nim.
- Cześć tatusiu, obudziłam Was przepraszam. Wołałam Freda, bo gdzieś wybiegł!  - odpowiedziała dziewczynka, tłumacząc swoje zachowanie i całując ojca w policzek.
- Ja się obudziłem, mama jeszcze śpi. - uspokoił ją mężczyzna, widząc jej smutną minkę. - Fred spał tutaj z tobą? - spytał rozglądając się po pokoju.
- Nie w łóżku tylko przy łóżku. - usprawiedliwiało się dziecko widząc zaniepokojoną minę taty.
Janusz uśmiechnął się tylko głaszcząc córeczkę po główce. Pies rzeczywiście od narodzin córki spędzał z nią dużo czasu, a ona bardzo go lubiła.
- Idę do łazienki wziąć prysznic, a potem pomogę tobie i zrobię śniadanie. - powiedział do Agatki wstając. 
- Musimy się trochę sprężyć, bo ja niedługo jadę do pracy. - dodał wychodząc z pokoju.
Ewa zeszła na dół trochę zaspana i skierowała się do kuchni. Zastała tam męża siedzącego przy stole i jedzącego kanapkę.
- Cześć Januszku! - powiedziała od progu, Podeszła do niego i przytuliła się.
- Cześć Ewuś! - uśmiechnął się i pocałował ją w policzek.
Kobieta odsunęła się od niego po chwili i rozejrzała po kuchni. Na stole stały jeszcze pusta miseczka i kubeczek Agatki.
- Gdzie nasze dziecko? - zainteresowała się siadając na krześle obok Janusza.
- Pomogłem jej się ubrać, zrobiłem płatki z mlekiem i herbatkę, zjadła, a teraz pobiegła do łazienki umyć zęby. Stwierdziła, że sama sobie poradzi! - poinformował mąż, wstając od stołu i kierując się w stronę zmywarki.
- Ząbki już od jakiegoś czasu myje sama. - odparła kobieta odwracając się w jego stronę.
- Wiem sam ją tego uczyłem! - stwierdził z uśmiechem.
- Nalać Ci kawy? - zapytał zmieniając temat.
- Nie, nie chce kawy, zrobię sobie herbatę i jakoś kanapkę. Trochę mnie mdli. - stwierdziła spoglądając na mężczyznę.
- Zatrułaś się czymś? - zaniepokoił się.
- Nie wiem, chyba nie, bo to się dzieje już od jakiegoś czasu, parę razy nawet wymiotowałam. Mam dziś wolne, zadzwonię do Krzyśka może znajdzie jakiś termin żeby mnie przyjąć. - odparła.
- Myślisz, że to może być to...? - zapytał uśmiechając się. Podszedł do niej i mocno ją przytulił.
- Nie wiem, może i tak. Chyba bym tego chciała. - spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
- Ja też! - przyznał uradowany.
- Ojej jak już późno!  - zauważył zerkając na zegarek.
- Odwieziesz Agatkę do przedszkola, bo ja już nie zdążę? - zapytał prostując się i idąc do przedpokoju.
- Pewnie, że ją odwiozę! Zresztą zapytam, ją może chce dzisiaj zostać ze mną w domu? - stwierdziła stając w progu kuchni.
- To miłego dnia dziewczyny! - mężczyzna pomachał ręką córce będącej na szczycie schodów, cofnął się do żony, pocałował ją i wyszedł.
Agatka bardzo się ucieszyła kiedy usłyszała, że może zostać z mamą w domu. Pobiegła do swojego pokoju się pobawić.
Ewa wróciła do kuchni i zaczęła wstawiać zupę i gulasz wołowy.
Gdy to zrobiła, poszła na górę, pobawiła się trochę z córeczką, a po godzinie powiedziała jej, że musi zajrzeć do gotującego się obiadu i gdzieś zadzwonić i zeszła na dół.
Kiedy była już na dole zajrzała do kuchni, skontrolowała co się dzieje w garnkach i sięgnęła po telefon leżący na szafce.  
Wybrała numer Krzysztofa.
- Cześć możesz rozmawiać? - zapytała kiedy odebrał.
- Cześć mogę, mogę! - ucieszył się, gdy ją usłyszał.
- Mam do Ciebie sprawę. - powiedziała też się uśmiechając.
- Słucham w czym mogę Ci pomóc? - zainteresował się.
- Czy mógłbyś mnie przyjąć w jakimś w miarę szybkim terminie? - poprosiła.
- Jestem dzisiaj cały dzień w domu, więc mogę Cię przyjąć, wiesz, że mam w domu gabinet. - zaproponował.
- Jeśli możesz to bardzo chętnie, bo ja też dziś nie pracuje, ale może popołudniu jak Janusz wróci z pracy, bo teraz jestem z Agacią. Jak dowiedziała się, że zostaję w domu, to nie poszła do przedszkola! - poinformowała znajomego.
- Możecie przyjechać z Agatką wcześniej, też jesteśmy wszyscy w domu. Dzieciaki się pobawią, Sylwia ich popilnuje, a ja Cię zbadam? - zaproponował.
- No dobrze! - zgodziła się Ewa.
- W takim razie do zobaczenia, czekamy na Was! - pożegnał się znajomy.
- Do zobaczenia! - odpowiedziała koleżanka.
Umówili się, że będą u nich o 11:00.
Ewa postanowiła, że weźmie prysznic, a potem zawoła Agatkę i zaproponuje jej drugie śniadanie. Tak też zrobiła, poszła na górę wzięła prysznic, a gdy się ubrała weszła do pokoju córki.- Córciu chodź ze mną na dół, zrobię Ci jakąś kanapeczkę, zjesz, a potem pojedziemy do Filipa!. - powiedziała.
- Do Filipa? Fajnie!!! - ucieszyła się dziewczynka wstając i podbiegając do matki.
- To Filip też dziś nie poszedł do przedszkola? - zainteresowała się Agatka, kiedy schodziły po schodach.
- Nie, nie poszedł, dzwoniłam do pana Krzysztofa, bo mam do niego sprawę, i powiedział mi, że i Filip i jego mama są w domu i możemy przyjechać razem. - odparła Ewa.
Kiedy mała zjadła, ubrały kurtki buty i zeszły do garażu. Matka pomogła córce usiąść w foteliku, zabezpieczyła ją zamknęła drzwi samochodu od strony gdzie siedziało dziecko, potem usiadła za kierownicą i ruszyły.
Gdy podjechały pod dom znajomych dochodziła 11:00 Kiedy tylko się pojawiły brama się otworzyła, a Ewa wjechała na podjazd przed garażem.
Wysiadły Ewa zamknęła samochód i podeszły pod drzwi wejściowe, kobieta zamierzała nacisnąć dzwonek, ale prawie natychmiast się otworzyły.
- Cześć dziewczyny! - z uśmiechem przywitała ich Sylwia.
- Cześć! - odpowiedziała uśmiechając się Ewa, a Agatka powiedziała dzień dobry.
- Dzień dobry, dzień dobry, wchodźcie! - zapraszał roześmiany gospodarz, stojący w przedpokoju razem z Filipem.
Zdjęły palta i buty, Agatka założyła kapcie, które wzięła ze sobą z domu, weszły do holu, wszyscy się ze sobą przywitali i dzieci pobiegły na górę.
- Filip bardzo się ucieszył jak się dowiedział, że przyjedziecie obie z Agatką! - zauważył Krzysztof widząc jak szybko pobiegli do pokoju Filipka.
- Agatka też była zachwycona jak się dowiedziała, że jedziemy do Was! - przyznała Ewa i wszyscy się roześmieli.
- Chcesz chwilę odpocząć czy od razu pójdziemy do mojego gabinetu? - zapytał lekarz.
- Niczym się nie zmęczyłam, jeśli możesz to chodźmy od razu. - poprosiła przyszła pacjentka.
- Sylwia spojrzysz na dzieciaki? - zapytał mężczyzna, spoglądając na żonę.
- Pewnie, że spojrzę, nawet pójdę do nich na górę, tylko wejdę na chwilę do kuchni. Może wezmę im jakiś sok do picia i jakieś owoce. - postanowiła żona Krzysztofa.
Podeszli do gabinetu, lekarz wyjął klucze z kieszeni,  odtworzył drzwi i weszli do środka. Położył klucze i komórkę na biurku.
- Usiądź! - wskazał ręką na krzesło stojące przy stoliku, a sam podszedł do stojaka gdzie wisiał wieszak ze strojem lekarskim i założył górę od niego, potem usiadł na przeciwko Ewy. 
- To się dzieje? - zapytał.
Zaczęła mu opowiadać jak się czuje, a on uważnie jej słuchał. 
- Wejdź za parawan i przygotuj się do badania. - poprosił kiedy skończyła mówić.
Badając ją prawie nic nie mówił. 
- A może to wcale nie ciąża? - zaniepokoiła się kobieta, patrząc na niego.
- Zrobimy jeszcze USG! - zadecydował w pewnym momencie, przysuwając aparat.
- Możesz się ubrać. - powiedział kiedy skończył badanie.
Wstał podszedł do umywalki, umył ręce, po czym usiadł przy stoliku i zaczął coś pisać na komputerze.
- Co taka przerażona? - zapytał gdy wyszła za parawanu i usiadła naprzeciwko niego.
- Jesteś w ciąży, to 8 tydzień! -  powiedział z uśmiechem.
- Naprawdę! - upewniała się, a w jej oczach pojawiły się łzy wzruszenia.
- Naprawdę, naprawdę! - zapewnił ją nadal się uśmiechając.
- A ogólnie jak się czujesz? - zainteresował się.
- Ogólnie dobrze! - odpowiedziała.
- Może poproszę doktor Sylwię, żeby Cię zbadała? - zaproponował dalej patrząc na nią.
- Jeżeli uważasz, że to konieczne, to poproś. - zgodziła się Ewa.
Sięgnął po telefon i wybrał numer żony.
- Możesz przyjść do mojego gabinetu? - poprosił Sylwię gdy odebrała.
Po kilku minutach usłyszeli pukanie do drzwi. 
- Proszę! - powiedział głośno Krzysztof.
- Jestem! - drzwi otworzyły się i lekarka weszła do środka, zostawiając je lekko uchylone.
- Słuchaj chciałbym żebyś zbadała pacjentkę pod względem internistycznym, jest w 8 tygodniu ciąży. - wskazał ręką na Ewę.
- Coś się dzieję wyglądasz na zdenerwowaną? - Sylwia spojrzała najpierw na męża, potem na koleżankę.
- Wszystko wydaje się być dobrze, nawet waga jest w porządku. - zapewnił ginekolog, pokazując Sylwii coś na komputerze. 
- Tylko tak chciałem Cię prosić żebyś zbadała Ewę. - powiedział.
- Dobrze zajmę się Ewą! - zapewniła lekarka patrząc na kobietę.
- To się zamieniamy, teraz ja idę do dzieci. - powiedział wstając. Zdjął strój lekarski, powiesił na wieszaku i wyszedł z gabinetu.
Sylwia dokładnie zbadała Ewę, zapewniła, że wszystko jest w porządku, po czym wyszły z pokoju i poszły do salonu. 
Przechodząc przez przedpokój zauważyły, że dzieci siedzą w kuchni i jedzą zupę pomidorową.
- No i jak tam? - zapytał Krzysiek wchodząc do dużego pokoju.
- Wszystko dobrze. - poinformowała żona lekarza.
- To super! - ucieszył się.
- Może macie ochotę na zupę? - zapytał obie kobiety zmieniając temat.
- Ja na razie dziękuje, zjem później. - odparła żona mężczyzny.
- Ja też dziękuje! Zanim do Was przyjechałyśmy ugotowałam obiad. - powiedziała Ewa.
- Jak chcecie! Dzieciaki już jedzą i chyba im smakuje. - zapewnił obie kobiety, ściszając głos.
- To zrobię herbaty i ukroję drożdżówki? - zaproponował.
- On piecze super drożdżówkę, warto spróbować! - zachęcała Sylwia z uśmiechem.
- Wiem, wiem, Krzysztof piekł i gotował już w czasie studiów! - zapewniła Ewa śmiejąc się.
Posiedziały u znajomych jeszcze z godzinkę i o 13 wróciły do domu.
Kiedy wjechały na podwórko, wysiadły z samochodu i Ewa otworzyła drzwi domu, Fred wybiegł im na spotkanie.
- Mamusiu ja z nim trochę pochodzę po podwórku, bo chyba on tego potrzebuje! - zaoferowała dziewczynka.
- Dobrze tylko nie za długo, bo jest zimno! - poprosiła matka 
- Dobrze zaraz wejdziemy do domu! - zapewniła Agatka.
Rzeczywiście mała razem z psem po kilku minutach weszli do domu, Agata zdjęła kurtkę i buty włożyła kapcie, zabrała ze sobą reklamówkę z rzeczami, którą miała u kolegi i pobiegła na górę.
Gdy Ewa po kilku  minutach zajrzała do córki, spała na swoim łóżku. Mama przykryła ją kocem i wyszła z pokoju.
Zeszła na dół, weszła do kuchni i wstawiła kasze gryczaną, kiedy kasza się ugotowała, kobieta wyłączyła garnek i poszła do pokoju. Położyła się na kanapie, sięgnęła po książkę leżącą na ławie  i zaczęła czytać.
- Mamusiu gdzie jesteś? - usłyszała wołanie Agatki.
Spojrzała na zegarek dochodziła piętnasta.
- Tu jestem córciu! - zawołała.
Po chwili zobaczyła jak dziewczynka wbiega do salonu.
Obie poszły do kuchni, Ewa zajęła się podgrzewaniem obiadu, a Agatka usiadła przy stole. Kilkanaście minut później zobaczyły jak Janusz wchodzi do przedpokoju.
- Cześć! - zawołał głośnio.
- Cześć tatusiu! - odpowiedziała Agatka i pobiegła do holu.
Po chwili oboje weszli do kuchni.
- Cześć kochanie! - Janusz podszedł do żony i pocałował ją w policzek.
- Cześć! - uśmiechnęła się Ewa i odwzajemniła pocałunek.
- Myj ręce i siadamy do obiadu! - poleciła mężowi, nadal się do niego uśmiechając.
- Dobrze tylko polecę na górę i szybko się przebiorę. - powiedział wychodząc z kuchni.
- Tylko się pośpiesz i poszukaj Agaty, i powiedz żeby umyła rączki! - poprosiła.
- Już to zrobiłam! - powiedziała dziewczynka, po chwili podchodząc do matki.
- Dziewczyny jak Wam minął dzień! - zapytał Janusz, kiedy już wszyscy byli w kuchni.
- Bardzo miło! - powiedziała żona.
Spojrzał na nią zaciekawiony.
- Córciu chcesz zupę? - zapytała spoglądając na dziecko.
- Nie dziękuje! Zupkę już przecież dziś jadłam. - odpowiedziała Agatka.
- W takim razie nałożę Ci tylko drugie danie. - zadecydowała kobieta.
- Nałożyć Ci już teraz, czy poczekasz aż z tatusiem zjemy zupę? - spytała.
- Poczekam aż zjecie! - powiedziała mała patrząc na rodziców.
- Agatka jadła zupę pomidorową, jak byłyśmy w gościach! - uśmiechnęła się Ewa, zauważając zaskoczoną minę męża.
- Byłyśmy z wizytą u Sikorów! - powiedziała uspokajając mężczyznę.
- Wszystko jest dobrze. Pogadamy jak Agacia pójdzie spać. - powiedziała szeptem do Janusza pochylając się w jego stronę i leciutko się uśmiechając.
Kiedy skończyli obiad Ewa zapytała męża czy zrobić mu kawy. Podziękował mówiąc, że w pracy pił dwie, co w sumie daje trzy razem z tą poranną.
- Agata jedziesz ze mną na zakupy? - zapytał, kiedy okazało, że w domu brakuje sporo produktów spożywczych i trzeba je kupić.
- Chętnie pojadę tatusiu! - ucieszyła się dziewczynka.
Pojechali,  wrócili półtorej godziny później. Najpierw do przedpokoju weszła Agatka niosąc sporej wielkości misia, a za nią wszedł uśmiechnięty Janusz.
Ewa widząc ten widok roześmiała się.
Córka z pomocą taty zdjęła kurtkę i buty, i trzymając misia w objęciach pobiegła na górę. Mężczyzna też zdjął buty i kurtkę, wszedł za żoną to pokoju i usiał na fotelu.
- Zaraz pójdę wnieść zakupy, a potem umyję ręce, ale na razie muszę się trochę rozgrzać. Jest bardzo zimno, chyba mróz się znowu zwiększył. - stwierdził zacierając ręce.  
- Zrobię Ci gorącej herbaty? - zaoferowała żona.
- Chętnie się napije!  - ucieszył się.
- Czemu Agatka popędziła tak szybko na górę? - zainteresowała się Ewa.
- Powiedziała mi, że musi iść pilnie do łazienki. - odparł ojciec.
Kiedy mężczyzna się trochę rozgrzał zszedł do garażu, żeby przynieść zakupy. Część z nich wniósł do kuchni, resztę zostawił w spiżarni na dole.
- Ile Ty tego nakupiłeś? - zapytała Ewa, kiedy zobaczyła jak mąż stawia na stole, dwie duże siatki ze sprawunkami.
- To jeszcze nie wszystko, część zostawiłem na dole! - uśmiechnął się podając jej rachunek.
- Nie pokazuje Ci tego żeby się chwalić. Trzeba było, to wszystko kupić, to kupiłem. - powiedział.
- Fakt sporo było tego na tej liście. - przyznała.
- Pij herbatę, bo Ci wystygnie. - wskazała ręką na szklankę stojącą na stole.
- Weź sobie kawałek ciasta! - zachęciła.
- O piekłaś ciasto drożdżowe? - zdziwił się.
- To nie moje, dostałyśmy jak byłyśmy w gościach. - przyznała.
Jak wypił herbatę, zaczął wyjmować zakupy i wkładać do szafek. 
- To zajrzę do Agatki i robimy kolację. - postanowił gdy skończył.
Agatka zeszła na dół, ale zjadła tylko jajecznice z jednego jajka, jedna kromkę chleba z masłem i wypiła herbatę. Rodzice też zjedli niewiele.
- To co szykujemy się powoli do spania? - po dziewiętnastej powiedziała do córki Ewa.
Dziewczynka pocałowała ojca w policzek na dobranoc i obie poszły na górę.
Ewa zeszła na dół grubo po dwudziestej. Janusz siedział w salonie i oglądał jakiś film.
- Śpi? - zapytał gdy żona usiadła obok niego.
- Śpi, ale trochę z trudem zasnęła, bo jak wróciłyśmy, to obie się trochę zdrzemnęłyśmy. - odpowiedziała Ewa.
- Przytuliła Pana Biszkopta, bo tak nazwała tego misia, którego kupiliście, potem przeczytałam jej dwie bajki w końcu zasnęła. - opowiadała mężowi.
- Jak zobaczyła tego misia, to zapytała czy mogę jej go kupić. - przyznał z uśmiechem mężczyzna.
- Ogólnie mówiła mi, jak się bawili z Filipem, że Filip ma takiego samego misia i też chciałaby mieć. - roześmiał się.
- Tak Filip ma prawie takiego samego misia, tylko w innym kolorze. - stwierdziła Ewa, z uśmiechem.
- Mieliśmy o czymś pogadać. - przypomniał sobie zmieniając temat.
- Tak byliśmy u Sikorów nie tylko towarzysko. Krzysiek i Sylwia mnie zbadali. - poinformowała męża.
- Oboje Cię badali? - Janusz spojrzał na żonę trochę zaniepokojony.
- Tak oboje stwierdzili, że wszystko jest dobrze. Krzysztof po badaniu potwierdził, że jestem w drugim miesiącu ciąży, to 8 tydzień! - Ewa uspokoiła ukochanego z lekkim uśmiechem na twarzy.
- To super!!! - ucieszył się trochę zbyt głośno Janusz.
- Trochę się martwię, czy na pewno wszystko będzie dobrze. Teraz nie jesteśmy już sami mamy przecież córeczkę. - przyznała już poważnie.
- Będzie dobrze, poradzimy sobie. - pocieszał ją mąż.
Przytulił ją mocno i zaczęli się całować.

Proszę o komentowanie tego rozdziału lub całego dotychczas powstałego opowiadania. Zachęcam też do odwiedzania mojego bloga i czytania rozdziałów, które będą powstawać. Proszę poleć mojego bloga i opowiadanie innym np swoim znajomym. Będę wdzięczna za opinie na jego temat również na meila.

Rozdział 36

 Rozdział trzydziesty szósty


Wizyta teściów


- Cześć Ewa, co tutaj robisz? - idącą korytarzem kobietę wyrwał nagle z zamyślenia, czyjś głos. Odwróciła się za siebie i zobaczyła uśmiechniętego Krzysztofa.
 - O cześć! - odpowiedziała odwzajemniając uśmiech - Nie zauważyłam Cię! - przyznała.
- Właśnie widzę, przed chwilą minęłaś mnie bez słowa! - odparł nadal się uśmiechając.
- Co tutaj robię? Przyszłam do kadr coś załatwić i przy okazji zajrzę do męża. - powiedziała.
- A jak tam Agatka? - zainteresował się mężczyzna.
- Agatka je, śpi i na razie odpukać wszystko jest w porządku. Nie powiem jednak żebyśmy z Januszem byli wyspani! - zaśmiała się młoda mama. - Ja jakoś daję radę, ale Janusza podziwiam! - dodała.
- No wiesz jak to małe dzieci. Pamiętam jak Filipek dawał nam z Sylwią popalić! - wspominał znajomy.
- Wiem, że małe dzieci tak mają. U nas i tak nie jest tak źle. - odparła.
- Słuchaj Ewa, a może wpadli byście do nas z Januszem i, z małą? - zaproponował kolega.
- Dzięki Sylwia już do mnie dzwoniła z tą propozycją i chętnie z niej skorzystamy! - zapewniła Ewa.
- Fajnie! To może w tą niedziele? - zapytał znajomy.
- W ten weekend mamy gości, ale ja zadzwonię za kilka dni do Twojej żony i się umówimy. - zapewniła.
- Słuchaj muszę już iść na górę. - powiedziała spoglądając na zegarek.
- W takim razie nie zatrzymuje Cię! - odparł kolega.
Uścisnęli sobie ręce na pożegnanie i Ewa skierowała się do schodów, którymi weszła na górę. Stanęła przed drzwiami gabinetu lekarskiego, na chirurgii i zapukała w nie.
- Proszę! - usłyszała po chwili. Gdy weszła do środka, zobaczyła swojego męża stojącego przy biurku i pochylonego nad jakimiś dokumentami.
- Cześć! - powiedziała głośno, bo zauważyła, że się nie zorientował, kto wszedł do gabinetu.
- Cześć. - odpowiedział, podnosząc głowę.
- Co tu robisz? - zdziwił się, gdy ją zobaczył.
- Byłam w kadrach i postanowiłam zajrzeć. Sam jesteś? - zainteresowała się.
- Tak sam. Chłopaki i Dorota są zajęci. - odparł obejmując ją i całując w policzek.- Usiądź! - zachęcił wskazując jej krzesło. Sam usiadł naprzeciwko niej.
- Zrobić Ci coś do picia? - zapytał spoglądając na szafkę gdzie stały kubki i ekspres do kawy.
- Nie dzięki, nie będę się rozsiadać, zostawiałam Agatkę z moją mamą. Obiecałam, że niedługo wrócę. - powiedziała siadając.
- O to mama ma dziś wolne? - spytał trochę zaskoczony.
- Nic mi nie mówiła.  Jak zapytałam czy może przyjść do małej na trochę, z chęcią się zgodziła. - odparła z uśmiechem
- Posiedź chwilkę. - pochylił się w jej kierunku, wziął jej dłoń w swoje dłonie i również się uśmiechnął.
- Nie chce Wam przeszkadzać w pracy. - odparła prawie szeptem, muskając go lekko w usta.
- Mnie nie przeszkadzasz, a nikogo poza mną tutaj nie ma. - zauważył puszczając jej rękę i prostując się
- Poza tym chętnie zrobię sobie małą przerwę. - spojrzał z niechęcią na stertę dokumentów na stole.
- Coraz tego więcej.! Niedługo  zamiast leczyć ludzi utoniemy w tych papierach. - dodał biorąc w rękę jakiś plik dokumentów.
- Wiesz papierkowa robota też należy do naszych obowiązków. - powiedziała. 
- No niestety. - stwierdził z lekkim smutkiem w głosie. Dokumentacja z nami zostanie, chociaż przyznaje teraz jest już coraz łatwiej, bo część tych rzeczy prowadzi się już elektronicznie. - dodał. 
- Mogłaś powiedzieć to bym Ci załatwił tą sprawę z którą przyjechałaś. - zmienił temat.
- Z chęcią się wyrwałam z domu. Poza tym nie wszystkie sprawy da się załatwić przez pośredników, nawet gdy jest nim własny mąż. - uśmiechnęła się.
- To fakt. - on również się uśmiechnął.
- No będę się pomału zbierać, bo trochę zawracam Ci głowę.. Chcę też jeszcze zrobić małe zakupy, bo jak pewnie pamiętasz w weekend mamy mieć gości. - stwierdziła spoglądając jednocześnie na zegar wiszący na ścianie.
- Nie skonsultowała byś nam pacjentki? - zapytał.
- Głowimy się od dwóch dni co jej jest, ale nie możemy dojść. Skoro już jesteś, to może Ty trafisz. Masz nosa w stawianiu trafnych diagnoz!  - stwierdził spoglądając na kobietę z uznaniem.
- Przeceniasz mnie. - odparła lekko zawstydzona.
- Oj nie przeceniam! Nie bądź taka skromna, jesteś naprawdę dobra, w swoim fachu. Czasem żałujemy, że Cię tu z nami nie ma. - odparł szukając w komputerze dokumentacji pacjentki.
- Dziękuje, Wy wszyscy też jesteście dobrzy. - odwzajemniała się.
- Pokaż mi w takim razie kartę tej kobiety, a potem chciałabym ją jeszcze zbadać, skoro prosisz mnie o konsultacje. - wstała z krzesła, stanęła za mężczyzną i spojrzała na ekran komputera przy, którym siedział.
- Po załatwieniu sprawy wyszła ze szpitala., wsiadła do samochodu i pojechała na zakupy, po czym wróciła do domu.
Przed domem zobaczyła swoją mamę z wózkiem wchodzącą przez furtkę. Uchyliła szybę i pomachała w jej kierunku.
- Cześć mamo, jak się macie? - zapytała otwieraj pilotem bramę.
- O cześć córciu, bardzo dobrze! Wyszłyśmy sobie z moją wnusią na mały spacer, taka ładna dziś pogoda. - odpowiedziała matka.
- To fajnie! - ucieszyła się lekarka.
- Przepraszam mamuś, że tak długo mnie nie było. Załatwiłam sprawę w kadrach, później poszłam na chirurgię, a tam Janusz poprosił mnie o konsultacje jednej chorej, później zrobiłam zakupy i mi się zeszło. - usprawiedliwiała się.
- Nic się nie stało, radziłyśmy sobie. Tylko chyba Agacia jest już troszkę głodna. Dałam jej buteleczkę z mleczkiem, którą zostawiłaś, ale to było już dość dawno. - zauważyła Bożena.
- Ojej, to już ta godzina! - Ewa spojrzała na zegarek, potem zajrzała do wózka. Dziewczynka nie spała.
- To wchodzimy do domu, zdejmuje płaszcz, myje ręce i ją nakarmię. - stwierdziła młoda mama.
W piątkowe popołudnie w domu Janusza i Ewy, pojawili się rodzice Janusza.
- Cześć kochani! - przywitali się Marian i Grażyna,
- Cześć mamo, cześć tato! - w drzwiach przywitał ich syn.
- Gdzie Ewunia? - zapytała matka, całując syna w policzek, a ojciec uścisnął mu rękę. 
- Ewa z małą są na górze. Ewa ją karmi. - powiedział Janusz.
- To ja umyje ręce i pójdę do dziewczyn. - zadecydowała Grażyna, zdejmując buty i kierując się w stronę łazienki.
- Nie zdejmuj butów tato! - powiedział Janusz widząc, że ojciec robi to samo co chwilę temu zrobiła mama.
- Macie tak czyściutko, nie będziemy Wam brudzić. - stwierdził Marian ściągając obuwie.
- To ja poszukam jakiś kapci! - stwierdził młodszy z mężczyzn, zaglądając to szafki stojącej w holu.
- Nie szukaj synu, Grażyna wzięła nasze z domu. Przyniosę walizkę z samochodu i je wyjmę. Tylko jeśli pozwolisz umyje ręce i trochę odpocznę? - stwierdził mężczyzna.
- Wchodzić proszę dalej! - Janusz gestem ręki zaprosił do salonu gdy ojciec wyszedł z łazienki. Starszy z mężczyzn wszedł do pokoju, a gospodarz podążył  za nim.
- Czego się napijesz tato? - zapytał Janusz.
- Poproszę wodę, jeśli można? -  zapytał Marian.
- Pewnie, że można! Już przynoszę. Wstawie przy okazji ziemniaki, Ewa prosiła żebym to zrobił jak tylko przyjedziecie. -  powiedział Janusz, kierując się do kuchni.
- Nie śpiesz się tak synu, jak znam Grażynkę, to jak weszła do Ewy na górę, to nie prędko dziewczyny stamtąd zejdą! - zaśmiał się ojciec.
- Jeśli długo nie będą schodzić, to po nie pójdę. - powiedział z uśmiechem młody mężczyzna, niosący z kuchni tacę na, której stały cztery szklanki, dzbanek z wodą, a na talerzyku plasterki cytryny 
- Przyniosłem 4 szklanki, bo jak mama z Ewą zejdą, to pewnie też chętnie się napiją. - odparł stawiając wszystko na stoliku przy kanapie, i nalewając ojcu i sobie po szklance napoju.
- Jeśli masz ochotę na cytrynę, to wrzuć sobie tato! - zachęcił podając mężczyźnie szklankę i siadając na fotelu na przeciwko ojca.
Mężczyźni rozmawiali parę minut po czym  usłyszeli idące z góry kobiety. Grażyna niosła na ręku Agatkę. Widząc je Marian wstał.
- Witaj tato! - powiedziała Ewa zbliżając się do starszego z mężczyzn.
- Witaj Ewuniu!  - odpowiedział uśmiechając się do kobiety Przywitali się całując, się nawzajem w policzki.
- Zobacz Marian jaką śliczną mamy wnuczkę! - zachwycała się Grażyna, kładąc mężowi dziewczynkę na kolanach, kiedy ten ponownie usiadł na fotelu.
Witaj Agatko! - uśmiechnął się do dziecka i pogładził ją delikatnie po policzku/ 
- Grażynko dałaś mi małą tak znienacka, żeby się tylko mnie nie wystraszyła. - zaniepokoił się Marian.
- Tato nie ma obawy, Agata lubi być na czyjś rękach, a już męskich szczególnie! - zaśmiała się Ewa.
Jakby na potwierdzenie tych słów dziewczynka roześmiała się głośno, co wywołało uśmiech na twarzach wszystkich będących w salonie.
- Janusz wstawiłeś już ziemniaki? - zapytała Ewa, kierując wzrok z córki na męża.
- Tak, jak prosiłaś, ale już dość dawno! - Janusz spojrzał na żonę, a potem pociągnął nosem. 
- Ojej już biegnę zobaczyć czy się nie spaliły! - gospodarz już chciał się poderwać z fotela.
- Nic nie czuć, więc chyba się, nic z nimi nie stało!. - zaśmiała się Grażyna.
- Ty tu zostań z rodzicami i z Agatką, a ja pójdę zobaczę co z tymi ziemniakami i zajmę się wszystkim. - zadecydowała młoda kobieta.
- Ja Ci pomogę. - zaoferowała się teściowa i obie udały się do kuchni.
- Bardzo smaczny obiad! - pochwaliła Grażyna, kiedy siedzieli przy stolę po skończonym posiłku.
- Ja poproszę przepis na tę rybkę z warzywami.  - matka Janusza spojrzała na półmisek, na którym leżały jeszcze dwa kawałki ryby.
- Cieszę się, że smakowało! - ucieszyła się Ewa. 
- Przepis jest bardzo prosty! - dodała synowa nadal się uśmiechając.
- Marianowi jak widać bardzo smakowały twoje pierogi ze szpinakiem - zauważyła starsza z pań. spoglądając na półmisek obok męża.
- Oj ja bardzo lubię szpinak, a te pierożki w wykonaniu naszej synowej były pyszne! - mężczyzna troszkę się usprawiedliwiał. - Zresztą jak wszystko inne na tym stole. - dodał.
- A może teraz podamy kawę i ciasto? -  zaproponował Janusz patrząc na wszystkich.
- Poczekaj z tym ciastem synu, jesteśmy tacy najedzeni. - powstrzymała go mama.
- On się tak spieszy z tym ciastem, bo zrobił swoją popisową szarlotkę! - śmiała się Ewa.
- Zresztą poderwał mnie na szarlotkę! - zauważyła nadal się śmiejąc.
- Na szarlotkę zaprosiłem Cię do kawiarni, a poderwałem na gołąbki, zawsze tak mówisz! - stwierdził Janusz.
- To fakt kiedy pierwszy raz byłam u Ciebie poczęstowałaś mnie gołąbkami w swoim wykonaniu, ale myślę, że zaiskrzyło między nami już wcześniej! - mrugnęła w stronę męża porozumiewawczo i pocałowała go w policzek.
- To nieważne kiedy zaiskrzyło, najważniejsze, że jesteście razem i jak widać się kochacie! - zauważyli teściowie.
- Co do zdalności kulinarnych mojego męża i syna, to rzeczywiście je mają! - Grażyna spojrzała na obu panów z uznaniem.
- A co tam u Uli i Szymona, dlaczego z Wam nie przyjechali? - syn zmienił temat.
- Powiedzieli, że na początku roku szkolnego nie bardzo mogą się wyrwać, ale prosili żeby Was pozdrowić. - powiedziała matka. 
- Kazali Wam przekazać, że jak się trochę sytuacja ustabilizuje w szkole, to, Was odwiedzą! - dodał Marian.
- Tak wiem, jak rozmawiałam niedawno z Ulą, też mnie o tym zapewniła. - stwierdziła Ewa.
- Chcemy poprosić Ulkę żeby została chrzestną Agatki. - powiedział Janusz.
- Na chrzestnego chcemy prosić Roberta, męża mojej siostry Agnieszki, a ona powiedziała mi ostatnio, że planują przyjechać do Polski na Boże Narodzenie, więc wtedy planujemy chrzciny. - dodała synowa.
- W takim razie, pewnie wkrótce przyjedziecie do Uli i Szymona, a przy okazji odwiedzicie też nas? - zapytała matka.
- Pewnie tak. - przytaknął syn.
- Idę po to ciasto i zrobię coś do picia. - zadecydował Janusz wstając od stołu.
- To może teraz ja Ci pomogę, a dziewczyny niech sobie pogadają? - zaproponował ojciec, również wstając.
- Dobrze to chodźmy! - ucieszył się syn. 

Proszę o komentowanie tego rozdziału lub całego dotychczas powstałego opowiadania. Zachęcam też do odwiedzania mojego bloga i czytania rozdziałów, które będą powstawać. Proszę poleć mojego bloga i opowiadanie innym np swoim znajomym. Będę wdzięczna za opinie na jego temat również na meila.

Wiersz na wiosnę

Bitwa zimy z wiosną


 Niby już wiosna, ale wciąż zimno,

Chociaż za oknem coraz dłużej widno,


Zima o sobie zapomnieć nie pozwala,

Swoje mroźne oblicze czasem wyzwala,


Jakby chciała powiedzieć "Ja mam tu władzę!",

A ja na  to niestety nic dziś nie poradzę


Zima z wiosną jak co roku toczą ciągłe bitwy,

Na niebie ptaków widać zaciekłe gonitwy,


Tu płatki małe, białe, tam zapach krzewów nęci

Czasem od tych pąków aż nas w nosie kręci


Choć wcale nie z żalu, łza z oczu poleci, 

Na tę wiosnę prawdziwą szykujcie się dzieci


Na początek zimy

Na początek zimy


Umieszczam dziś na blogu, kolejną moją rymowankę. Co o niej sądzicie?



Idzie zima, żartów nie ma.
Szczypie mróz w uszy już.
Ciepłą czapkę na nie włóż
Ciepła czapka, długi szalik.
I Ci mróz nie straszny już.





Taka sobie rymowanka

Taka sobie rymowanka


Umieszczam dziś na blogu, taką moją rymowankę. Może będzie ich więcej. Co o niej sądzicie?





Słońce świeci, grzeje twarz.
Wieje wiatr, ciepły tak.
Kwitnie kwiat, cieszy nas.
Ptaszek leci, spieszy się do swoich dzieci.









Wiosna i lato

Wiosna i lato

Witajcie!

Dawno mnie tu nie było. Kolejnego rozdziału mojego opowiadania nie było już bardzo dawno, wiem, że znowu obiecuje, ale może jesienią powstanie kolejny rozdział. Nowy rozdział jest już częściowo napisany, ale jakoś nie mogę go dokończyć, może jesienią mi się uda.
Ostatnio pojawiały się tu czasem posty na inne tematy, ale i te były jak sama zauważyłam w jesienno - zimowe miesiące potem tylko życzenia świąteczne i więcej nic.

W tą wiosnę i lato miałam dosyć mało czasu na pisanie. Wakacje minęły mi bardzo szybko i ciekawie, obfitowały w wiele wydarzeń z czego się bardzo cieszę, ale nie o tym chce pisać.
Bardzo lubię wiosnę kiedy dni stają się dłuższe, jest długo widno, przyroda budzi się do życia. Lato też lubię, bo wtedy jest ciepło i jak wcześniej napisałam dużo się dzieje.Nie myślcie, że jesienią i zimą nic się u mnie nie dzieje. Dzieje się, jeśli tylko warunki atmosferyczne i zdrowie moje i moich bliskich pozwala, to dzieje się.

A czy Wy lubicie wiosnę i Lato?
Napiszcie w komentarzach.

Świątecznie

Świątecznie

Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony!
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice Nieskończony.
Wzgardzony, okryty chwałą,
Śmiertelny Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało
I mieszkało między nami.

 

Życzę Wszystkim aby Bóg narodził się w każdym ludzkim sercu

Rozdział 37