Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

Rozdział 38

  Rozdział trzydziesty ósmy


Zapalenie i telefon od przyjaciela


Janusz wszedł do pokoju córki, przy jej łóżku stała zmartwiona Ewa.
- Co się stało? - zapytał żonę, też podchodząc do łóżeczka dziewczynki.
- Całą noc kaszlała! - Ewa spojrzała na męża zaniepokojona.
- Tak wiem słyszałam, nawet raz do niej wstawałem. - przyznał.
- Ja też, dwa razy. - stwierdziła matka.
- To co ty całą noc nie spałaś? - spytał spoglądając na kobietę.
- Spałam, ale kilka razy się  budziłam, słysząc jej kaszel! - stwierdziła smutno.
Mężczyzna przysiadł na łóżku dziecka i dotknął jej czoła.
- Ojej jakie gorące, to chyba nie jest zwykłe przeziębienie tak jak sądziłem w nocy. - zmartwił się.
- Usiądź tu na fotelu!  - poprosił żonę, wskazując ręką na mebel stający niedaleko.
- Ja idę na dół po termometr i  statoskop. - postanowił wstając i wychodząc z pokoju.
Kiedy wrócił, dziewczynka już nie spała, a na jej łóżku siedziała mama i trzymała ją za rękę.
- Jak się czujesz skarbie? - zapytał Agatki, lekko się uśmiechając.
- Trochę mi gorąco i ciągle chce mi się kaszleć. - przyznała spoglądając na ojca.
Zamienili się Ewa usiadła z powrotem na fotelu, on na łóżku obok dziecka. 
- Troszkę Cię zbadam!  - powiedział, włączając termometr i kierując go do czoła Agatki. Termometr wskazał prawie 40 stopni gorączki.
- Możesz usiąść na łóżeczku? - poprosił wkładając do uszu słuchawki. Dziewczynka usiadła, ale  była tak słaba, że nie mogła się utrzymać w pozycji siedzącej. Ewa podeszła do niej, potrzymała ją jednocześnie podciągając górę od piżamki, a Janusz badał dziecko.
- Według mnie zapalenie oskrzeli! - stwierdził gdy skończył.
- Ja nie mogę jej przepisać antybiotyku, nie jestem lekarzem od dzieci. Trzeba zamówić numerek i jechać z Nią do pediatry. - powiedział patrząc na żonę.
- Ty jedź do pracy, z tego co pamiętam masz dziś do zrobienia ważną operacje! Ja z Nią zostanę, tylko powiedz w szpitalu, że dziś mnie  nie będzie. - poprosiła męża.
- Zadzwonię do przychodni i zamówię wizytę domową. - uspokajała go.
- No dobrze, ale na pewno sobie poradzisz? - upewniał się Janusz.
- Na pewno - zapewniła.
- Jadłeś coś? - spytała kiedy oboje wyszli z pokoju i zaczęli schodzić na dół.
- Tak zjadłem dwie kanapki i wypiłem kawę. - powiedział.
- W takim razie umyję ręce, ubieram kurtkę i jadę na dyżur. - postanowił wchodząc do łazienki. 
- Jakby co to dzwoń do mnie. - poprosił gdy wychodził.
Ewa zjadła zupę mleczną, wypiła herbatę i wróciła na górę. Zajrzała do pokoju córki, mała spała więc  kobieta usiadła w fotelu przy łóżku. Po godzinie siódmej dodzwoniła się do przychodni i zamówiła lekarza, miał przyjechać koło południa.
Około 12 zadzwonił dzwonek, pojawił się doktor
- Dzień dobry! - powiedział, przedstawił się i zdjął płaszcz.
- Dzień dobry! - odpowiedziała Ewa.
- Gdzie jest dziecko? - zapytał.
- Córka jest na górze. - odpowiedziała i weszli na górę.
- Dzień dobry! - powiedział gdy weszli do pokoju dziewczynki.
- Dzień dobry. - prawie wyszeptała Agatka.
- Zbadam Cię - poinformował pacjentkę. Postawił na stoliku torbę lekarką, otworzył ją, założył rękawiczki, wyjął stetoskop i podszedł do łóżeczka dziecka.
Ewa w międzyczasie posadziła małą i zdjęła jej bluzeczkę.
- Jak mama pomogła Ci zdjąć górę od piżamki, to porządnie Cię osłucham! - z lekkim uśmiechem  lekarz pochylił się nad Agatką i zaczął ją badać.
- Zapalenie oskrzeli. - poinformował matkę po kilku minutach.
- Zmierzymy jeszcze temperaturę. - postanowił chowając stetoskop i wyjmując termometr.
- O wysoka gorączka, prawie 40 stopni! - odrzekł kiedy termometr pokazał temperaturę.
- Przepiszę antybiotyk i lek osłonowy na niego, oraz czopki na tą temperaturę i może syrop na ten kaszel - powiedział do kobiety.
- Dobrze byłoby jak najszybciej podać ten czopek. - dodał.
- Chyba mam nawet ze sobą opakowanie tych czopków - przypomniał sobie, podszedł do stolika i wyjął z torby niewielkie opakowanie.
- Pani poda czopek czy ja mam to zrobić? - zapytał Ewę.
- Może Pan to zrobi? - poprosiła.
- Dobrze! - zgodził się i podszedł do łóżka Agatki.
- Przekręć się na boczek. - polecił, odchylił kołderkę, zsunął lekko spodenki od piżamki  dziewczynki i starał się delikatnie włożyć czopek.
- Staraj się go nie wypychać! - poprosił schylając się lekko w stronę buzi dziecka. Poczekał chwilę potem wsunął Agatce spodenki, przykrył ją i skierował się w kierunku stołu.
- Może chce Pan umyć ręce? - zaproponowała Ewa.
- Chętnie! - przyznał.
Oboje poszli do łazienki, po chwili wrócili i doktor usiał przy stole.
- Wypisać receptę elektroniczną, czy papierową? - spytał.
- Może być elektroniczna. - odpowiedziała mama Agatki.
- Ile dziecko waży? - spojrzał pytająco na kobietę.
Podała mu wagę córki.
Kiedy przepisał leki, poinformował jak je podawać, jednocześnie pisząc wszystko na kartce.
- Antybiotyk jest na 7 dni. Proszę go podawać co 8 godzin! - polecił.
- Zostawię numer do siebie gdyby się coś działo proszę dzwonić. Jeśli nie, to proszę po skończeniu antybiotyku przyjść na badanie kontrolne, córka jest moją pacjentką - powiedział wpisując numer telefonu na tą samą kartkę, co dawkowanie.
- Poproszę jeszcze o wypisanie zwolnienia dla mnie na ten czas. - Ewa zwróciła się do lekarza.
Wypisał opiekę na dziecko, po czym podniósł się, podszedł do łóżka Agatki i z uśmiechem poklepał ją po dłoni.
- Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia i do zobaczenia! - pożegnał się.
- Dziękuje, do zobaczenia! - odpowiedziała dziewczynka.
Ewa zadzwoniła do mamy, wiedziała, że dziś jest w domu. Zapytała czy może pojechać do apteki i wykupić leki. Chciała jak najszybciej podać lekarstwa dziecku.
- Janusz czy możesz podać Agatce czopek? - poprosiła męża, następnego dnia wieczorem.
- Jak rano jej go podawałam, to płakała, mówiła, że boli! - żaliła się Ewa.
- Może Ty to zrobisz delikatniej. - zaśmiała się.
- Dobrze! - zgodził, też się uśmiechnął i oboje weszli do pokoju dziecka.
- Bąbelku włożę Ci czopeczek, nadal masz wysoką gorączkę! - powiedział mężczyzna do córki, kiedy zmierzył jej temperaturę.
Rzeczywiście Janusz zrobił to szybko i sprawnie. Agatka nawet nie jęknęła.
Przez trzy kolejne noce drzwi do pokoju dziewczynki i do sypialni rodziców były otwarte na oścież, a wstawali do niej na przemian, albo wspólnie.
Czwartej nocy Janusz obudził się po 3 - cej Ewy nie było obok niego. Wstał i poszedł do pokoju Agatki, dziewczynka nie spała, a Ewa trzymała jej kołdrę w ręku.
- Nie dźwigaj jej sama, ja ci pomogę. - zwrócił się do żony prawie szeptem.
- Nie zamierzałam jej dźwigać tylko zmienić pościel, bo jest cała mokra. Chyba ma gorączkę? - zastanawiała się patrząc na męża.
Podszedł do stolika, wziął termometr, włączył i przybliżył go córce do czoła.
- Nie nie, ma wysokiej, trochę ponad 38 stopni. - pokazał Ewie.
- Chodź skarbie, na chwilkę usiądziesz na fotelu, a my z mamą zmienimy Ci pościel! - uśmiechnął się, do dziewczynki, biorąc ją na ręce.
- Oho piżamkę też trzeba zmienić, mokra, aż można wyżymać! - stwierdził sadzając Agatkę.
Pomógł Ewie zmienić pościel, a kiedy zamierzali zmienić dziewczynce piżamę postanowił:
- Agaciu tatuś Ci pomoże i weźmiemy szybki prysznic!
- Mama naszykuj tylko suchą piżamkę i pieluszkę? - poprosił 
Zamierzał znowu małą wziąć na ręce, ale stwierdziła, że sama pójdzie do łazienki.
Kiedy córka była już wykopana, przebrana i leżała w łóżku, rodzice wrócili do sypialni.
- Pójdziesz zmęczony do pracy - powiedziała Ewa, żałując ukochanego. 
- Spokojnie kochanie! Dochodzi 4 : 00 prześpię się do 6 : 00 i będzie dobrze. - uspokoił ją zasypiając.
Ewa sama podała Agacie lekarstwa o 6:00, a Janusz spał do 6:30
- Cześć Ewuś! - przywitał się, gdy zszedł do kuchni.
- Cześć, zrobiłam Ci kawę i kanapki! - powiedziała, gdy go zobaczyła.
- Dzięki! - pocałował ją, usiadł przy stole i zaczął jeść.
- Janusz o której dzisiaj wracasz z pracy? - spytała Ewa, również siadając przy stole.
- Powinienem być około 16 - tej, a czemu pytasz? - spojrzał na żonę, przełykając kęs kanapki.
- Mam wizytę u lekarza, na 17 - stą. - odpowiedziała.
- U jakiego lekarza? - zainteresował się.
- U ginekologa, jadę na wizytę do Krzyśka. - odparła.
- Na pewno wrócę przed 16 -astą - obiecał.
Przyjechał rzeczywiście przed 16 -astą.
- Cześć córciu! Niedługo do Ciebie przyjdę, tylko zejdę jeszcze na chwilkę na dół i zjem obiad. Jestem bardzo głodny, a mama mi go podgrzała, zanim wyszła. - powiedział do Agatki, zaglądając do jej pokoju.
- Cześć tatusiu! Dobrze smacznego! - życzyła córka.
- Dziękuje! - powiedział głośno, już schodząc po schodach.
- Wszystko jest w porządku, tylko wyglądasz na zmęczoną. - stwierdził Krzysztof, kiedy skończył badać Ewę  i oboje już siedzieli przy biurku. On wpisywał coś do karty, którą wcześniej założył pacjencie.
- Wypisać Ci zwolnienie? - zaproponował, spoglądając na nią. 
- Jeśli nie trzeba, nie wypisuj, jestem po prostu trochę nie wyspana. - przyznała się.
- Agatka trochę choruje! - dodała, widząc jego zaniepokojenie.
- Aha, to już się wyjaśniło! Filip ostatnio zastanawiał się dlaczego nie ma jego ulubionej koleżanki w przedszkolu!. - zaśmiał się lekarz.
Ewa też zaczęła się śmiać.
- Cześć wróciłam! - usłyszeli Janusz i Agatka koło 19 -stej.
- Cześć jesteśmy na górze! - zawołał Janusz.
Ewa zdjęła buty i kurtkę, weszła do łazienki, umyła ręce, potem, weszła na górę.
Agatka siedziała oparta o poduszkę na łóżku, obok niej siedział Pan Biszkopt. Przy łóżku na fotelu siedział Janusz, a przy fotelu leżał Fred.
- Jak tam u lekarza? - zapytał mąż z uśmiechem.
- Bardzo dobrze! - odpowiedziała również z uśmiechem.
- To super! - ucieszył się mężczyzna, wstał podszedł do niej pocałował ją i mocno uściskał.
- To co dziewczyny robimy kolacje! - spojrzał najpierw na Ewę potem na Agatkę, nadal się uśmiechając.
- Co byś zjadła córciu? - zapytał Agatki.
- Po proszę gotowane jajeczko. - odpowiedziała.
Oboje rodzice mrugnęli do siebie, bo przypomnieli sobie identyczną sytuacje, kiedy Ewa zdrowiała po zapaleniu oskrzeli i też poprosiła Janusza o gotowane jajka na kolacje.
Po kolacji, Janusz wszedł do pokoju Agatki i podał jej swoją komórkę.
- Telefon do Ciebie! - powiedział trochę tajemniczo.
- Do mnie? - zdziwiła się.
- Słucham! - przyłożyła sobie telefon do ucha.
- Cześć Agata, jak się czujesz? Mój tata mówił, że jesteś chora! - po drugiej stronie słuchawki usłyszała głos Filipa.
- Cześć Filip! - ucieszyła się słysząc kolegę.
- Jestem jeszcze trochę chora, ale już jest lepiej. W poniedziałek mam iść z mamą na kontrole do lekarza i jeżeli Pan doktor pozwoli, to po niedzieli wrócę do przedszkola. - zapewniła dziewczynka.
- To super! - ucieszył się chłopiec.
W poniedziałek Ewa z Agatą poszły na kontrole do pediatry. Lekarz zbadał ją i powiedział, że następnego dnia może już pójść do przedszkola.


Proszę o komentowanie tego rozdziału lub całego dotychczas powstałego opowiadania. Zachęcam też do odwiedzania mojego bloga i czytania rozdziałów, które będą powstawać. Proszę poleć mojego bloga i opowiadanie innym np swoim znajomym. Będę wdzięczna za opinie na jego temat również na meila.

Rozdział 37

 Rozdział trzydziesty siódmy


Pan Biszkopt


- Fred chodź tutaj! - Janusza obudziło wołanie Agatki. Spojrzał na żonę leżącą obok niego, spała spokojnie na boku, potem spojrzał na zegarek stojący na szafce po jego stronie łóżka. Była 6 : 30.
Wstał, założył szlafrok i wyszedł z sypialni, udał się do pokoju córki.
Agatka spojrzała na niego trochę zdziwiona, kiedy zobaczyła go w progu.
- Cześć córciu, co się stało, dlaczego tak krzyczysz? - zapytał szeptem, podchodząc do jej łóżka i kucając przy nim.
- Cześć tatusiu, obudziłam Was przepraszam. Wołałam Freda, bo gdzieś wybiegł!  - odpowiedziała dziewczynka, tłumacząc swoje zachowanie i całując ojca w policzek.
- Ja się obudziłem, mama jeszcze śpi. - uspokoił ją mężczyzna, widząc jej smutną minkę. - Fred spał tutaj z tobą? - spytał rozglądając się po pokoju.
- Nie w łóżku tylko przy łóżku. - usprawiedliwiało się dziecko widząc zaniepokojoną minę taty.
Janusz uśmiechnął się tylko głaszcząc córeczkę po główce. Pies rzeczywiście od narodzin córki spędzał z nią dużo czasu, a ona bardzo go lubiła.
- Idę do łazienki wziąć prysznic, a potem pomogę tobie i zrobię śniadanie. - powiedział do Agatki wstając. 
- Musimy się trochę sprężyć, bo ja niedługo jadę do pracy. - dodał wychodząc z pokoju.
Ewa zeszła na dół trochę zaspana i skierowała się do kuchni. Zastała tam męża siedzącego przy stole i jedzącego kanapkę.
- Cześć Januszku! - powiedziała od progu, Podeszła do niego i przytuliła się.
- Cześć Ewuś! - uśmiechnął się i pocałował ją w policzek.
Kobieta odsunęła się od niego po chwili i rozejrzała po kuchni. Na stole stały jeszcze pusta miseczka i kubeczek Agatki.
- Gdzie nasze dziecko? - zainteresowała się siadając na krześle obok Janusza.
- Pomogłem jej się ubrać, zrobiłem płatki z mlekiem i herbatkę, zjadła, a teraz pobiegła do łazienki umyć zęby. Stwierdziła, że sama sobie poradzi! - poinformował mąż, wstając od stołu i kierując się w stronę zmywarki.
- Ząbki już od jakiegoś czasu myje sama. - odparła kobieta odwracając się w jego stronę.
- Wiem sam ją tego uczyłem! - stwierdził z uśmiechem.
- Nalać Ci kawy? - zapytał zmieniając temat.
- Nie, nie chce kawy, zrobię sobie herbatę i jakoś kanapkę. Trochę mnie mdli. - stwierdziła spoglądając na mężczyznę.
- Zatrułaś się czymś? - zaniepokoił się.
- Nie wiem, chyba nie, bo to się dzieje już od jakiegoś czasu, parę razy nawet wymiotowałam. Mam dziś wolne, zadzwonię do Krzyśka może znajdzie jakiś termin żeby mnie przyjąć. - odparła.
- Myślisz, że to może być to...? - zapytał uśmiechając się. Podszedł do niej i mocno ją przytulił.
- Nie wiem, może i tak. Chyba bym tego chciała. - spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
- Ja też! - przyznał uradowany.
- Ojej jak już późno!  - zauważył zerkając na zegarek.
- Odwieziesz Agatkę do przedszkola, bo ja już nie zdążę? - zapytał prostując się i idąc do przedpokoju.
- Pewnie, że ją odwiozę! Zresztą zapytam, ją może chce dzisiaj zostać ze mną w domu? - stwierdziła stając w progu kuchni.
- To miłego dnia dziewczyny! - mężczyzna pomachał ręką córce będącej na szczycie schodów, cofnął się do żony, pocałował ją i wyszedł.
Agatka bardzo się ucieszyła kiedy usłyszała, że może zostać z mamą w domu. Pobiegła do swojego pokoju się pobawić.
Ewa wróciła do kuchni i zaczęła wstawiać zupę i gulasz wołowy.
Gdy to zrobiła, poszła na górę, pobawiła się trochę z córeczką, a po godzinie powiedziała jej, że musi zajrzeć do gotującego się obiadu i gdzieś zadzwonić i zeszła na dół.
Kiedy była już na dole zajrzała do kuchni, skontrolowała co się dzieje w garnkach i sięgnęła po telefon leżący na szafce.  
Wybrała numer Krzysztofa.
- Cześć możesz rozmawiać? - zapytała kiedy odebrał.
- Cześć mogę, mogę! - ucieszył się, gdy ją usłyszał.
- Mam do Ciebie sprawę. - powiedziała też się uśmiechając.
- Słucham w czym mogę Ci pomóc? - zainteresował się.
- Czy mógłbyś mnie przyjąć w jakimś w miarę szybkim terminie? - poprosiła.
- Jestem dzisiaj cały dzień w domu, więc mogę Cię przyjąć, wiesz, że mam w domu gabinet. - zaproponował.
- Jeśli możesz to bardzo chętnie, bo ja też dziś nie pracuje, ale może popołudniu jak Janusz wróci z pracy, bo teraz jestem z Agacią. Jak dowiedziała się, że zostaję w domu, to nie poszła do przedszkola! - poinformowała znajomego.
- Możecie przyjechać z Agatką wcześniej, też jesteśmy wszyscy w domu. Dzieciaki się pobawią, Sylwia ich popilnuje, a ja Cię zbadam? - zaproponował.
- No dobrze! - zgodziła się Ewa.
- W takim razie do zobaczenia, czekamy na Was! - pożegnał się znajomy.
- Do zobaczenia! - odpowiedziała koleżanka.
Umówili się, że będą u nich o 11:00.
Ewa postanowiła, że weźmie prysznic, a potem zawoła Agatkę i zaproponuje jej drugie śniadanie. Tak też zrobiła, poszła na górę wzięła prysznic, a gdy się ubrała weszła do pokoju córki.- Córciu chodź ze mną na dół, zrobię Ci jakąś kanapeczkę, zjesz, a potem pojedziemy do Filipa!. - powiedziała.
- Do Filipa? Fajnie!!! - ucieszyła się dziewczynka wstając i podbiegając do matki.
- To Filip też dziś nie poszedł do przedszkola? - zainteresowała się Agatka, kiedy schodziły po schodach.
- Nie, nie poszedł, dzwoniłam do pana Krzysztofa, bo mam do niego sprawę, i powiedział mi, że i Filip i jego mama są w domu i możemy przyjechać razem. - odparła Ewa.
Kiedy mała zjadła, ubrały kurtki buty i zeszły do garażu. Matka pomogła córce usiąść w foteliku, zabezpieczyła ją zamknęła drzwi samochodu od strony gdzie siedziało dziecko, potem usiadła za kierownicą i ruszyły.
Gdy podjechały pod dom znajomych dochodziła 11:00 Kiedy tylko się pojawiły brama się otworzyła, a Ewa wjechała na podjazd przed garażem.
Wysiadły Ewa zamknęła samochód i podeszły pod drzwi wejściowe, kobieta zamierzała nacisnąć dzwonek, ale prawie natychmiast się otworzyły.
- Cześć dziewczyny! - z uśmiechem przywitała ich Sylwia.
- Cześć! - odpowiedziała uśmiechając się Ewa, a Agatka powiedziała dzień dobry.
- Dzień dobry, dzień dobry, wchodźcie! - zapraszał roześmiany gospodarz, stojący w przedpokoju razem z Filipem.
Zdjęły palta i buty, Agatka założyła kapcie, które wzięła ze sobą z domu, weszły do holu, wszyscy się ze sobą przywitali i dzieci pobiegły na górę.
- Filip bardzo się ucieszył jak się dowiedział, że przyjedziecie obie z Agatką! - zauważył Krzysztof widząc jak szybko pobiegli do pokoju Filipka.
- Agatka też była zachwycona jak się dowiedziała, że jedziemy do Was! - przyznała Ewa i wszyscy się roześmieli.
- Chcesz chwilę odpocząć czy od razu pójdziemy do mojego gabinetu? - zapytał lekarz.
- Niczym się nie zmęczyłam, jeśli możesz to chodźmy od razu. - poprosiła przyszła pacjentka.
- Sylwia spojrzysz na dzieciaki? - zapytał mężczyzna, spoglądając na żonę.
- Pewnie, że spojrzę, nawet pójdę do nich na górę, tylko wejdę na chwilę do kuchni. Może wezmę im jakiś sok do picia i jakieś owoce. - postanowiła żona Krzysztofa.
Podeszli do gabinetu, lekarz wyjął klucze z kieszeni,  odtworzył drzwi i weszli do środka. Położył klucze i komórkę na biurku.
- Usiądź! - wskazał ręką na krzesło stojące przy stoliku, a sam podszedł do stojaka gdzie wisiał wieszak ze strojem lekarskim i założył górę od niego, potem usiadł na przeciwko Ewy. 
- To się dzieje? - zapytał.
Zaczęła mu opowiadać jak się czuje, a on uważnie jej słuchał. 
- Wejdź za parawan i przygotuj się do badania. - poprosił kiedy skończyła mówić.
Badając ją prawie nic nie mówił. 
- A może to wcale nie ciąża? - zaniepokoiła się kobieta, patrząc na niego.
- Zrobimy jeszcze USG! - zadecydował w pewnym momencie, przysuwając aparat.
- Możesz się ubrać. - powiedział kiedy skończył badanie.
Wstał podszedł do umywalki, umył ręce, po czym usiadł przy stoliku i zaczął coś pisać na komputerze.
- Co taka przerażona? - zapytał gdy wyszła za parawanu i usiadła naprzeciwko niego.
- Jesteś w ciąży, to 8 tydzień! -  powiedział z uśmiechem.
- Naprawdę! - upewniała się, a w jej oczach pojawiły się łzy wzruszenia.
- Naprawdę, naprawdę! - zapewnił ją nadal się uśmiechając.
- A ogólnie jak się czujesz? - zainteresował się.
- Ogólnie dobrze! - odpowiedziała.
- Może poproszę doktor Sylwię, żeby Cię zbadała? - zaproponował dalej patrząc na nią.
- Jeżeli uważasz, że to konieczne, to poproś. - zgodziła się Ewa.
Sięgnął po telefon i wybrał numer żony.
- Możesz przyjść do mojego gabinetu? - poprosił Sylwię gdy odebrała.
Po kilku minutach usłyszeli pukanie do drzwi. 
- Proszę! - powiedział głośno Krzysztof.
- Jestem! - drzwi otworzyły się i lekarka weszła do środka, zostawiając je lekko uchylone.
- Słuchaj chciałbym żebyś zbadała pacjentkę pod względem internistycznym, jest w 8 tygodniu ciąży. - wskazał ręką na Ewę.
- Coś się dzieję wyglądasz na zdenerwowaną? - Sylwia spojrzała najpierw na męża, potem na koleżankę.
- Wszystko wydaje się być dobrze, nawet waga jest w porządku. - zapewnił ginekolog, pokazując Sylwii coś na komputerze. 
- Tylko tak chciałem Cię prosić żebyś zbadała Ewę. - powiedział.
- Dobrze zajmę się Ewą! - zapewniła lekarka patrząc na kobietę.
- To się zamieniamy, teraz ja idę do dzieci. - powiedział wstając. Zdjął strój lekarski, powiesił na wieszaku i wyszedł z gabinetu.
Sylwia dokładnie zbadała Ewę, zapewniła, że wszystko jest w porządku, po czym wyszły z pokoju i poszły do salonu. 
Przechodząc przez przedpokój zauważyły, że dzieci siedzą w kuchni i jedzą zupę pomidorową.
- No i jak tam? - zapytał Krzysiek wchodząc do dużego pokoju.
- Wszystko dobrze. - poinformowała żona lekarza.
- To super! - ucieszył się.
- Może macie ochotę na zupę? - zapytał obie kobiety zmieniając temat.
- Ja na razie dziękuje, zjem później. - odparła żona mężczyzny.
- Ja też dziękuje! Zanim do Was przyjechałyśmy ugotowałam obiad. - powiedziała Ewa.
- Jak chcecie! Dzieciaki już jedzą i chyba im smakuje. - zapewnił obie kobiety, ściszając głos.
- To zrobię herbaty i ukroję drożdżówki? - zaproponował.
- On piecze super drożdżówkę, warto spróbować! - zachęcała Sylwia z uśmiechem.
- Wiem, wiem, Krzysztof piekł i gotował już w czasie studiów! - zapewniła Ewa śmiejąc się.
Posiedziały u znajomych jeszcze z godzinkę i o 13 wróciły do domu.
Kiedy wjechały na podwórko, wysiadły z samochodu i Ewa otworzyła drzwi domu, Fred wybiegł im na spotkanie.
- Mamusiu ja z nim trochę pochodzę po podwórku, bo chyba on tego potrzebuje! - zaoferowała dziewczynka.
- Dobrze tylko nie za długo, bo jest zimno! - poprosiła matka 
- Dobrze zaraz wejdziemy do domu! - zapewniła Agatka.
Rzeczywiście mała razem z psem po kilku minutach weszli do domu, Agata zdjęła kurtkę i buty włożyła kapcie, zabrała ze sobą reklamówkę z rzeczami, którą miała u kolegi i pobiegła na górę.
Gdy Ewa po kilku  minutach zajrzała do córki, spała na swoim łóżku. Mama przykryła ją kocem i wyszła z pokoju.
Zeszła na dół, weszła do kuchni i wstawiła kasze gryczaną, kiedy kasza się ugotowała, kobieta wyłączyła garnek i poszła do pokoju. Położyła się na kanapie, sięgnęła po książkę leżącą na ławie  i zaczęła czytać.
- Mamusiu gdzie jesteś? - usłyszała wołanie Agatki.
Spojrzała na zegarek dochodziła piętnasta.
- Tu jestem córciu! - zawołała.
Po chwili zobaczyła jak dziewczynka wbiega do salonu.
Obie poszły do kuchni, Ewa zajęła się podgrzewaniem obiadu, a Agatka usiadła przy stole. Kilkanaście minut później zobaczyły jak Janusz wchodzi do przedpokoju.
- Cześć! - zawołał głośnio.
- Cześć tatusiu! - odpowiedziała Agatka i pobiegła do holu.
Po chwili oboje weszli do kuchni.
- Cześć kochanie! - Janusz podszedł do żony i pocałował ją w policzek.
- Cześć! - uśmiechnęła się Ewa i odwzajemniła pocałunek.
- Myj ręce i siadamy do obiadu! - poleciła mężowi, nadal się do niego uśmiechając.
- Dobrze tylko polecę na górę i szybko się przebiorę. - powiedział wychodząc z kuchni.
- Tylko się pośpiesz i poszukaj Agaty, i powiedz żeby umyła rączki! - poprosiła.
- Już to zrobiłam! - powiedziała dziewczynka, po chwili podchodząc do matki.
- Dziewczyny jak Wam minął dzień! - zapytał Janusz, kiedy już wszyscy byli w kuchni.
- Bardzo miło! - powiedziała żona.
Spojrzał na nią zaciekawiony.
- Córciu chcesz zupę? - zapytała spoglądając na dziecko.
- Nie dziękuje! Zupkę już przecież dziś jadłam. - odpowiedziała Agatka.
- W takim razie nałożę Ci tylko drugie danie. - zadecydowała kobieta.
- Nałożyć Ci już teraz, czy poczekasz aż z tatusiem zjemy zupę? - spytała.
- Poczekam aż zjecie! - powiedziała mała patrząc na rodziców.
- Agatka jadła zupę pomidorową, jak byłyśmy w gościach! - uśmiechnęła się Ewa, zauważając zaskoczoną minę męża.
- Byłyśmy z wizytą u Sikorów! - powiedziała uspokajając mężczyznę.
- Wszystko jest dobrze. Pogadamy jak Agacia pójdzie spać. - powiedziała szeptem do Janusza pochylając się w jego stronę i leciutko się uśmiechając.
Kiedy skończyli obiad Ewa zapytała męża czy zrobić mu kawy. Podziękował mówiąc, że w pracy pił dwie, co w sumie daje trzy razem z tą poranną.
- Agata jedziesz ze mną na zakupy? - zapytał, kiedy okazało, że w domu brakuje sporo produktów spożywczych i trzeba je kupić.
- Chętnie pojadę tatusiu! - ucieszyła się dziewczynka.
Pojechali,  wrócili półtorej godziny później. Najpierw do przedpokoju weszła Agatka niosąc sporej wielkości misia, a za nią wszedł uśmiechnięty Janusz.
Ewa widząc ten widok roześmiała się.
Córka z pomocą taty zdjęła kurtkę i buty, i trzymając misia w objęciach pobiegła na górę. Mężczyzna też zdjął buty i kurtkę, wszedł za żoną to pokoju i usiał na fotelu.
- Zaraz pójdę wnieść zakupy, a potem umyję ręce, ale na razie muszę się trochę rozgrzać. Jest bardzo zimno, chyba mróz się znowu zwiększył. - stwierdził zacierając ręce.  
- Zrobię Ci gorącej herbaty? - zaoferowała żona.
- Chętnie się napije!  - ucieszył się.
- Czemu Agatka popędziła tak szybko na górę? - zainteresowała się Ewa.
- Powiedziała mi, że musi iść pilnie do łazienki. - odparł ojciec.
Kiedy mężczyzna się trochę rozgrzał zszedł do garażu, żeby przynieść zakupy. Część z nich wniósł do kuchni, resztę zostawił w spiżarni na dole.
- Ile Ty tego nakupiłeś? - zapytała Ewa, kiedy zobaczyła jak mąż stawia na stole, dwie duże siatki ze sprawunkami.
- To jeszcze nie wszystko, część zostawiłem na dole! - uśmiechnął się podając jej rachunek.
- Nie pokazuje Ci tego żeby się chwalić. Trzeba było, to wszystko kupić, to kupiłem. - powiedział.
- Fakt sporo było tego na tej liście. - przyznała.
- Pij herbatę, bo Ci wystygnie. - wskazała ręką na szklankę stojącą na stole.
- Weź sobie kawałek ciasta! - zachęciła.
- O piekłaś ciasto drożdżowe? - zdziwił się.
- To nie moje, dostałyśmy jak byłyśmy w gościach. - przyznała.
Jak wypił herbatę, zaczął wyjmować zakupy i wkładać do szafek. 
- To zajrzę do Agatki i robimy kolację. - postanowił gdy skończył.
Agatka zeszła na dół, ale zjadła tylko jajecznice z jednego jajka, jedna kromkę chleba z masłem i wypiła herbatę. Rodzice też zjedli niewiele.
- To co szykujemy się powoli do spania? - po dziewiętnastej powiedziała do córki Ewa.
Dziewczynka pocałowała ojca w policzek na dobranoc i obie poszły na górę.
Ewa zeszła na dół grubo po dwudziestej. Janusz siedział w salonie i oglądał jakiś film.
- Śpi? - zapytał gdy żona usiadła obok niego.
- Śpi, ale trochę z trudem zasnęła, bo jak wróciłyśmy, to obie się trochę zdrzemnęłyśmy. - odpowiedziała Ewa.
- Przytuliła Pana Biszkopta, bo tak nazwała tego misia, którego kupiliście, potem przeczytałam jej dwie bajki w końcu zasnęła. - opowiadała mężowi.
- Jak zobaczyła tego misia, to zapytała czy mogę jej go kupić. - przyznał z uśmiechem mężczyzna.
- Ogólnie mówiła mi, jak się bawili z Filipem, że Filip ma takiego samego misia i też chciałaby mieć. - roześmiał się.
- Tak Filip ma prawie takiego samego misia, tylko w innym kolorze. - stwierdziła Ewa, z uśmiechem.
- Mieliśmy o czymś pogadać. - przypomniał sobie zmieniając temat.
- Tak byliśmy u Sikorów nie tylko towarzysko. Krzysiek i Sylwia mnie zbadali. - poinformowała męża.
- Oboje Cię badali? - Janusz spojrzał na żonę trochę zaniepokojony.
- Tak oboje stwierdzili, że wszystko jest dobrze. Krzysztof po badaniu potwierdził, że jestem w drugim miesiącu ciąży, to 8 tydzień! - Ewa uspokoiła ukochanego z lekkim uśmiechem na twarzy.
- To super!!! - ucieszył się trochę zbyt głośno Janusz.
- Trochę się martwię, czy na pewno wszystko będzie dobrze. Teraz nie jesteśmy już sami mamy przecież córeczkę. - przyznała już poważnie.
- Będzie dobrze, poradzimy sobie. - pocieszał ją mąż.
Przytulił ją mocno i zaczęli się całować.

Proszę o komentowanie tego rozdziału lub całego dotychczas powstałego opowiadania. Zachęcam też do odwiedzania mojego bloga i czytania rozdziałów, które będą powstawać. Proszę poleć mojego bloga i opowiadanie innym np swoim znajomym. Będę wdzięczna za opinie na jego temat również na meila.

Rozdział 36

 Rozdział trzydziesty szósty


Wizyta teściów


- Cześć Ewa, co tutaj robisz? - idącą korytarzem kobietę wyrwał nagle z zamyślenia, czyjś głos. Odwróciła się za siebie i zobaczyła uśmiechniętego Krzysztofa.
 - O cześć! - odpowiedziała odwzajemniając uśmiech - Nie zauważyłam Cię! - przyznała.
- Właśnie widzę, przed chwilą minęłaś mnie bez słowa! - odparł nadal się uśmiechając.
- Co tutaj robię? Przyszłam do kadr coś załatwić i przy okazji zajrzę do męża. - powiedziała.
- A jak tam Agatka? - zainteresował się mężczyzna.
- Agatka je, śpi i na razie odpukać wszystko jest w porządku. Nie powiem jednak żebyśmy z Januszem byli wyspani! - zaśmiała się młoda mama. - Ja jakoś daję radę, ale Janusza podziwiam! - dodała.
- No wiesz jak to małe dzieci. Pamiętam jak Filipek dawał nam z Sylwią popalić! - wspominał znajomy.
- Wiem, że małe dzieci tak mają. U nas i tak nie jest tak źle. - odparła.
- Słuchaj Ewa, a może wpadli byście do nas z Januszem i, z małą? - zaproponował kolega.
- Dzięki Sylwia już do mnie dzwoniła z tą propozycją i chętnie z niej skorzystamy! - zapewniła Ewa.
- Fajnie! To może w tą niedziele? - zapytał znajomy.
- W ten weekend mamy gości, ale ja zadzwonię za kilka dni do Twojej żony i się umówimy. - zapewniła.
- Słuchaj muszę już iść na górę. - powiedziała spoglądając na zegarek.
- W takim razie nie zatrzymuje Cię! - odparł kolega.
Uścisnęli sobie ręce na pożegnanie i Ewa skierowała się do schodów, którymi weszła na górę. Stanęła przed drzwiami gabinetu lekarskiego, na chirurgii i zapukała w nie.
- Proszę! - usłyszała po chwili. Gdy weszła do środka, zobaczyła swojego męża stojącego przy biurku i pochylonego nad jakimiś dokumentami.
- Cześć! - powiedziała głośno, bo zauważyła, że się nie zorientował, kto wszedł do gabinetu.
- Cześć. - odpowiedział, podnosząc głowę.
- Co tu robisz? - zdziwił się, gdy ją zobaczył.
- Byłam w kadrach i postanowiłam zajrzeć. Sam jesteś? - zainteresowała się.
- Tak sam. Chłopaki i Dorota są zajęci. - odparł obejmując ją i całując w policzek.- Usiądź! - zachęcił wskazując jej krzesło. Sam usiadł naprzeciwko niej.
- Zrobić Ci coś do picia? - zapytał spoglądając na szafkę gdzie stały kubki i ekspres do kawy.
- Nie dzięki, nie będę się rozsiadać, zostawiałam Agatkę z moją mamą. Obiecałam, że niedługo wrócę. - powiedziała siadając.
- O to mama ma dziś wolne? - spytał trochę zaskoczony.
- Nic mi nie mówiła.  Jak zapytałam czy może przyjść do małej na trochę, z chęcią się zgodziła. - odparła z uśmiechem
- Posiedź chwilkę. - pochylił się w jej kierunku, wziął jej dłoń w swoje dłonie i również się uśmiechnął.
- Nie chce Wam przeszkadzać w pracy. - odparła prawie szeptem, muskając go lekko w usta.
- Mnie nie przeszkadzasz, a nikogo poza mną tutaj nie ma. - zauważył puszczając jej rękę i prostując się
- Poza tym chętnie zrobię sobie małą przerwę. - spojrzał z niechęcią na stertę dokumentów na stole.
- Coraz tego więcej.! Niedługo  zamiast leczyć ludzi utoniemy w tych papierach. - dodał biorąc w rękę jakiś plik dokumentów.
- Wiesz papierkowa robota też należy do naszych obowiązków. - powiedziała. 
- No niestety. - stwierdził z lekkim smutkiem w głosie. Dokumentacja z nami zostanie, chociaż przyznaje teraz jest już coraz łatwiej, bo część tych rzeczy prowadzi się już elektronicznie. - dodał. 
- Mogłaś powiedzieć to bym Ci załatwił tą sprawę z którą przyjechałaś. - zmienił temat.
- Z chęcią się wyrwałam z domu. Poza tym nie wszystkie sprawy da się załatwić przez pośredników, nawet gdy jest nim własny mąż. - uśmiechnęła się.
- To fakt. - on również się uśmiechnął.
- No będę się pomału zbierać, bo trochę zawracam Ci głowę.. Chcę też jeszcze zrobić małe zakupy, bo jak pewnie pamiętasz w weekend mamy mieć gości. - stwierdziła spoglądając jednocześnie na zegar wiszący na ścianie.
- Nie skonsultowała byś nam pacjentki? - zapytał.
- Głowimy się od dwóch dni co jej jest, ale nie możemy dojść. Skoro już jesteś, to może Ty trafisz. Masz nosa w stawianiu trafnych diagnoz!  - stwierdził spoglądając na kobietę z uznaniem.
- Przeceniasz mnie. - odparła lekko zawstydzona.
- Oj nie przeceniam! Nie bądź taka skromna, jesteś naprawdę dobra, w swoim fachu. Czasem żałujemy, że Cię tu z nami nie ma. - odparł szukając w komputerze dokumentacji pacjentki.
- Dziękuje, Wy wszyscy też jesteście dobrzy. - odwzajemniała się.
- Pokaż mi w takim razie kartę tej kobiety, a potem chciałabym ją jeszcze zbadać, skoro prosisz mnie o konsultacje. - wstała z krzesła, stanęła za mężczyzną i spojrzała na ekran komputera przy, którym siedział.
- Po załatwieniu sprawy wyszła ze szpitala., wsiadła do samochodu i pojechała na zakupy, po czym wróciła do domu.
Przed domem zobaczyła swoją mamę z wózkiem wchodzącą przez furtkę. Uchyliła szybę i pomachała w jej kierunku.
- Cześć mamo, jak się macie? - zapytała otwieraj pilotem bramę.
- O cześć córciu, bardzo dobrze! Wyszłyśmy sobie z moją wnusią na mały spacer, taka ładna dziś pogoda. - odpowiedziała matka.
- To fajnie! - ucieszyła się lekarka.
- Przepraszam mamuś, że tak długo mnie nie było. Załatwiłam sprawę w kadrach, później poszłam na chirurgię, a tam Janusz poprosił mnie o konsultacje jednej chorej, później zrobiłam zakupy i mi się zeszło. - usprawiedliwiała się.
- Nic się nie stało, radziłyśmy sobie. Tylko chyba Agacia jest już troszkę głodna. Dałam jej buteleczkę z mleczkiem, którą zostawiłaś, ale to było już dość dawno. - zauważyła Bożena.
- Ojej, to już ta godzina! - Ewa spojrzała na zegarek, potem zajrzała do wózka. Dziewczynka nie spała.
- To wchodzimy do domu, zdejmuje płaszcz, myje ręce i ją nakarmię. - stwierdziła młoda mama.
W piątkowe popołudnie w domu Janusza i Ewy, pojawili się rodzice Janusza.
- Cześć kochani! - przywitali się Marian i Grażyna,
- Cześć mamo, cześć tato! - w drzwiach przywitał ich syn.
- Gdzie Ewunia? - zapytała matka, całując syna w policzek, a ojciec uścisnął mu rękę. 
- Ewa z małą są na górze. Ewa ją karmi. - powiedział Janusz.
- To ja umyje ręce i pójdę do dziewczyn. - zadecydowała Grażyna, zdejmując buty i kierując się w stronę łazienki.
- Nie zdejmuj butów tato! - powiedział Janusz widząc, że ojciec robi to samo co chwilę temu zrobiła mama.
- Macie tak czyściutko, nie będziemy Wam brudzić. - stwierdził Marian ściągając obuwie.
- To ja poszukam jakiś kapci! - stwierdził młodszy z mężczyzn, zaglądając to szafki stojącej w holu.
- Nie szukaj synu, Grażyna wzięła nasze z domu. Przyniosę walizkę z samochodu i je wyjmę. Tylko jeśli pozwolisz umyje ręce i trochę odpocznę? - stwierdził mężczyzna.
- Wchodzić proszę dalej! - Janusz gestem ręki zaprosił do salonu gdy ojciec wyszedł z łazienki. Starszy z mężczyzn wszedł do pokoju, a gospodarz podążył  za nim.
- Czego się napijesz tato? - zapytał Janusz.
- Poproszę wodę, jeśli można? -  zapytał Marian.
- Pewnie, że można! Już przynoszę. Wstawie przy okazji ziemniaki, Ewa prosiła żebym to zrobił jak tylko przyjedziecie. -  powiedział Janusz, kierując się do kuchni.
- Nie śpiesz się tak synu, jak znam Grażynkę, to jak weszła do Ewy na górę, to nie prędko dziewczyny stamtąd zejdą! - zaśmiał się ojciec.
- Jeśli długo nie będą schodzić, to po nie pójdę. - powiedział z uśmiechem młody mężczyzna, niosący z kuchni tacę na, której stały cztery szklanki, dzbanek z wodą, a na talerzyku plasterki cytryny 
- Przyniosłem 4 szklanki, bo jak mama z Ewą zejdą, to pewnie też chętnie się napiją. - odparł stawiając wszystko na stoliku przy kanapie, i nalewając ojcu i sobie po szklance napoju.
- Jeśli masz ochotę na cytrynę, to wrzuć sobie tato! - zachęcił podając mężczyźnie szklankę i siadając na fotelu na przeciwko ojca.
Mężczyźni rozmawiali parę minut po czym  usłyszeli idące z góry kobiety. Grażyna niosła na ręku Agatkę. Widząc je Marian wstał.
- Witaj tato! - powiedziała Ewa zbliżając się do starszego z mężczyzn.
- Witaj Ewuniu!  - odpowiedział uśmiechając się do kobiety Przywitali się całując, się nawzajem w policzki.
- Zobacz Marian jaką śliczną mamy wnuczkę! - zachwycała się Grażyna, kładąc mężowi dziewczynkę na kolanach, kiedy ten ponownie usiadł na fotelu.
Witaj Agatko! - uśmiechnął się do dziecka i pogładził ją delikatnie po policzku/ 
- Grażynko dałaś mi małą tak znienacka, żeby się tylko mnie nie wystraszyła. - zaniepokoił się Marian.
- Tato nie ma obawy, Agata lubi być na czyjś rękach, a już męskich szczególnie! - zaśmiała się Ewa.
Jakby na potwierdzenie tych słów dziewczynka roześmiała się głośno, co wywołało uśmiech na twarzach wszystkich będących w salonie.
- Janusz wstawiłeś już ziemniaki? - zapytała Ewa, kierując wzrok z córki na męża.
- Tak, jak prosiłaś, ale już dość dawno! - Janusz spojrzał na żonę, a potem pociągnął nosem. 
- Ojej już biegnę zobaczyć czy się nie spaliły! - gospodarz już chciał się poderwać z fotela.
- Nic nie czuć, więc chyba się, nic z nimi nie stało!. - zaśmiała się Grażyna.
- Ty tu zostań z rodzicami i z Agatką, a ja pójdę zobaczę co z tymi ziemniakami i zajmę się wszystkim. - zadecydowała młoda kobieta.
- Ja Ci pomogę. - zaoferowała się teściowa i obie udały się do kuchni.
- Bardzo smaczny obiad! - pochwaliła Grażyna, kiedy siedzieli przy stolę po skończonym posiłku.
- Ja poproszę przepis na tę rybkę z warzywami.  - matka Janusza spojrzała na półmisek, na którym leżały jeszcze dwa kawałki ryby.
- Cieszę się, że smakowało! - ucieszyła się Ewa. 
- Przepis jest bardzo prosty! - dodała synowa nadal się uśmiechając.
- Marianowi jak widać bardzo smakowały twoje pierogi ze szpinakiem - zauważyła starsza z pań. spoglądając na półmisek obok męża.
- Oj ja bardzo lubię szpinak, a te pierożki w wykonaniu naszej synowej były pyszne! - mężczyzna troszkę się usprawiedliwiał. - Zresztą jak wszystko inne na tym stole. - dodał.
- A może teraz podamy kawę i ciasto? -  zaproponował Janusz patrząc na wszystkich.
- Poczekaj z tym ciastem synu, jesteśmy tacy najedzeni. - powstrzymała go mama.
- On się tak spieszy z tym ciastem, bo zrobił swoją popisową szarlotkę! - śmiała się Ewa.
- Zresztą poderwał mnie na szarlotkę! - zauważyła nadal się śmiejąc.
- Na szarlotkę zaprosiłem Cię do kawiarni, a poderwałem na gołąbki, zawsze tak mówisz! - stwierdził Janusz.
- To fakt kiedy pierwszy raz byłam u Ciebie poczęstowałaś mnie gołąbkami w swoim wykonaniu, ale myślę, że zaiskrzyło między nami już wcześniej! - mrugnęła w stronę męża porozumiewawczo i pocałowała go w policzek.
- To nieważne kiedy zaiskrzyło, najważniejsze, że jesteście razem i jak widać się kochacie! - zauważyli teściowie.
- Co do zdalności kulinarnych mojego męża i syna, to rzeczywiście je mają! - Grażyna spojrzała na obu panów z uznaniem.
- A co tam u Uli i Szymona, dlaczego z Wam nie przyjechali? - syn zmienił temat.
- Powiedzieli, że na początku roku szkolnego nie bardzo mogą się wyrwać, ale prosili żeby Was pozdrowić. - powiedziała matka. 
- Kazali Wam przekazać, że jak się trochę sytuacja ustabilizuje w szkole, to, Was odwiedzą! - dodał Marian.
- Tak wiem, jak rozmawiałam niedawno z Ulą, też mnie o tym zapewniła. - stwierdziła Ewa.
- Chcemy poprosić Ulkę żeby została chrzestną Agatki. - powiedział Janusz.
- Na chrzestnego chcemy prosić Roberta, męża mojej siostry Agnieszki, a ona powiedziała mi ostatnio, że planują przyjechać do Polski na Boże Narodzenie, więc wtedy planujemy chrzciny. - dodała synowa.
- W takim razie, pewnie wkrótce przyjedziecie do Uli i Szymona, a przy okazji odwiedzicie też nas? - zapytała matka.
- Pewnie tak. - przytaknął syn.
- Idę po to ciasto i zrobię coś do picia. - zadecydował Janusz wstając od stołu.
- To może teraz ja Ci pomogę, a dziewczyny niech sobie pogadają? - zaproponował ojciec, również wstając.
- Dobrze to chodźmy! - ucieszył się syn. 

Proszę o komentowanie tego rozdziału lub całego dotychczas powstałego opowiadania. Zachęcam też do odwiedzania mojego bloga i czytania rozdziałów, które będą powstawać. Proszę poleć mojego bloga i opowiadanie innym np swoim znajomym. Będę wdzięczna za opinie na jego temat również na meila.

Rozdział 35

 Rozdział trzydziesty piąty

 

Narodziny


Ewa obudziła się pewnego dnia rano i pomyślała sobie, że ma już dosyć tego leżenia. Na samą myśl o tym, że musi spędzić kolejny dzień w domu, a do tego w łóżku, robiło jej się smutno.
- O cześć! Już nie śpisz? - zdziwił się Janusz wchodząc po cichutku do sypialni.
- Cześć. - opowiedziała smutno.
- Co taka smutna, źle się czujesz? - zapytał z troską, przysiadając na łóżku.
- Czuję się dobrze, ale mam już dosyć tego leżenia! - skarżyła się prawie płacząc.
- Wytrzymaj jeszcze troszkę, już niedługo! - pocieszał ją, głaszcząc po ręku.
- Zrobię Ci śniadanie i jadę do pracy! - odparł po kilku minutach, wstając i patrząc na zegarek.
- Znowu mnie zostawiasz! - narzekała.
- Przecież wiesz, że muszę iść. Ewuś co się dziś z tobą dzieje! - zaniepokoił się, spoglądając na nią.
- Nic się nie dzieje, chyba od tego ciągłego leżenia złapałam jakąś chandrę! - stwierdziła wstając.
- Ja idę do łazienki, a Ty rób to śniadanie, bo faktycznie się spóźnisz! - poganiała go, już z uśmiechem. On również się rozśmiał widząc jej reakcję.
- Co? - zdziwiła się, patrząc na niego.
- Nic, tylko przed chwilą prawie płakałaś, a teraz tryskasz energią! - przyznał rozbawiony.
- Mój drogi, podobno u kobiet w ciąży takie zmiany nastrojów, to zupełnie normalne! - stwierdziła wchodząc do łazienki.
- Gdzie jest Fred? - spytała męża, kiedy po jakiś czasie pojawił się na górze, z tacą w ręku.
- Na razie na podwórku. Przysłać go tu do ciebie? - zapytał.
- Byłoby super gdyby dotrzymał mi towarzystwa! - przyznała.
- Dobrze. Jak skończysz odstaw tacę na szafkę. Ja już wychodzę. Potem przyjdzie mama żeby podać Ci obiad! - powiedział, pocałował ją w policzek i wyszedł zostawiając uchylone drzwi sypialni.
Dwa dni później przyszli rodzice wybierali się na umówioną wizytę Ewy u lekarza.
- Ty się pomału szykuj, a ja podjadę samochodem jak najbliżej pod schody! - odparł Janusz wychodząc z sypialni, gdzie ona się ubierała. - Ja nie jestem chora tylko w ciąży! - zdążyła zawołać za nim.
Kiedy weszli do przychodni przy szpitalnej, przed gabinetem czekały dwie pacjentki. Jedna z nich była wspólnie z mężem.
- Do którego lekarza byłaś umówiona? - zapytał Janusz Ewę, kiedy usiedli.
- Sama nie wiem, właściwie to i Marek, i Krzysiek prowadzą moją ciążę. Jak Pani w rejestracji mnie ostatnio zapisywała na wizytę, to dałam jej karteczkę, którą od nich dostałam, a ona nic mi nie mówiła, do którego mnie zapisuje. Na ostatniej wizycie byli obaj. - tłumaczyła.
Kiedy ostatnia pacjentka wyszła, Krzysztof pojawił się w drzwiach gabinetu.
- Cześć, witajcie! - przywitał się z nimi.
- Cześć! - oboje, jedno po drugim podali mu rękę na powitanie.
- Wiedziałeś, że dzisiaj przyjdę? - zapytała Ewa.
- Tak wiedziałem, Twoja karta leży na moim biurku! - opowiedział znajomy.
- Słuchaj Marek ma dziś wolne, jestem sam, nie przeszkadza ci to? - zwrócił się do niej.
- Nie. - zapewniła.
- W takim razie zapraszam! - gestem wskazał drzwi. A może ty też chcesz wejść? - odwrócił się do Janusza.
- Nie, nie, poczekam tutaj!
Kiedy weszli do środka lekarz poprosił żeby usiadła, a sam usiadł po drugiej stronie biurka.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Bardzo dobrze! - powiedziała z uśmiechem.
Zaczął przeglądać jej kartę, zadał jeszcze kilka pytań potem poprosił żeby przygotowała się do badania.
- No i jak? - spytała, kiedy skończył.
- Wydaję się, że wszystko jest w porządku, ale dla pewności zrobimy jeszcze USG. - odparł doktor. - Moim zdaniem, za jakieś 3 tygodnie powitamy na świecie Waszą córeczkę! - dodał myjąc ręce.
- Słuchaj czy ja muszę wciąż tak leżeć, mam już tego, leżenia trochę dosyć, tym bardziej, że Janusz praktycznie nie pozwala mi wstawać! - żaliła się Ewa.
- Myślę, że możesz trochę chodzić, bo nawet gdyby się coś zaczęło dziać, to już nad tym zapanujemy. Ostateczną odpowiedz dam ci jednak po badaniu. - stwierdził kolega i wyszedł.na korytarz Ewa tymczasem położyła się na kozetce, nieopodal aparatu. Lekarz po chwili wrócił, a razem z nim pojawił się przyszły tata.
- No zobaczmy jak to wygląda! - Krzysztof usiadł na krzesełku obok leżanki i zaczął wykonywać badanie, a Janusz stanął po drugiej stronie i trzymał żonę za rękę.
- Wszystko jest dobrze i tak jak mówiłem możesz chodzić. Chociaż teraz pewnie będzie ci trochę ciężko! - oznajmił przyjaciel po kilku minutach.
- Teraz się wytrzyj i widzimy się już wkrótce! - podał jej papierowy ręcznik. - A gdyby się coś działo, to dzwońcie do mnie o każdej porze. - dodał.
- Dziękujemy! - powiedzieli oboje.
Przyszła mama wstała, cała trójka uścisnęła sobie dłonie na pożegnanie i małżonkowie wyszli.
- To wracamy do domu. - powiedział mężczyzna przekręcając kluczyk w stacyjce, kiedy wsiedli do samochodu.
- Pojedzmy na chwilę do moich rodziców! - poprosiła błagalnie.
- No dobrze. - zgodził się Janusz.
- Cześć! Jesteście tam? - zawołała Ewa, kiedy weszli do domu Janka i Bożeny.
- Cześć, jesteśmy tu! - usłyszeli głos ojca dochodzący z kuchni.
- Witajcie! Ewuś, a co ty tu robisz? - zdziwiła się mama, widząc córkę.
- Właśnie wracamy od lekarza, powiedział, że mogę chodzić, więc postanowiliśmy do Was wpaść na chwilkę! - cieszyła się Ewa. Pocałowała rodziców w policzki i usiadła na krześle przy stole.
- Siadaj. - zachęcił zięcia tata, odsuwając drugie krzesło, jednocześnie zapytał;
- A co u Was, jak się czujesz córcia?
- U nas wszystko dobrze. Czuje się świetnie! - odpowiedziała z entuzjazmem młoda kobieta.
- A co u Was? - odwzajemniła pytanie.
- U nas też wszystko dobrze. - odparł z uśmiechem Jan i zaczął o czymś rozmawiać z Januszem.
- Mam świeże gołąbki z włoskiej kapusty, może mielibyście ochotę? - zaproponowała gospodyni, krzątająca się przy kuchni.
- O gołąbki super! - ucieszyła się przyszła mama, gładząc się po brzuchu.
Mama wyjęła z szafki cztery talerze i kubki, postawiła je na stole, a później wyjęła półmisek nałożyła na niego gołąbki, pokroiła też chleb, ułożyła go w koszyczku na pieczywo i to również zaniosła na stół. Następnie zaczęła robić herbatę.
- Pomóc Ci w czymś Bożenko? - zapytał starszy z mężczyzn.
- Nie dziękuje, poradzę sobie, zresztą już prawie wszystko gotowe! - odparła.
Kiedy zaczęli jeść, Ewa miała lekki uśmiech na twarzy.
- Cieszę się, że ci tak smakują! - mama zauważyła jej reakcje.
- Są jak zwykle bardzo smaczne, ale nie tylko dlatego się uśmiecham. Zawsze jak jem tę potrawę, przypomina mi się, że mój mąż poderwał mnie na gołąbki, jedliśmy je na naszej pierwszej randce! - przyznała z pewnym rozmarzeniem w głosie.
- Na naszej pierwszej randce jedliśmy w kawiarni szarlotkę z bitą śmietaną! - wtrącił ukochany.
- Ja jednak myślę, że skusiłeś mnie na te gołąbki! - upierała się ze śmiechem.
Pobyli jeszcze trochę u rodziców, bardzo miło spędzając u nich czas. Potem wrócili do siebie.
Następnego dnia Ewa rano podgotowała trochę obiad, później zeszła do garażu, do samochodu. Chciała wybrać się na małe zakupy do miasta. Zanim wsiadła do auta musiała wyregulować fotel, bo nie mogła zmieścić się za kierownicą. Udała się do sklepu dziecinnego, tam kupiła trochę ubranek i parę kosmetyków. Kiedy Janusz wrócił z pracy, zastał ją leżącą na kanapie w salonie.
- Cześć źle się czujesz? - zaniepokoił się, nachylając się nad nią.
- Cześć, nie, po prostu odpoczywam, byłam dziś na mieście. - przyznała się, unosząc się lekko na łokciach.
- Już szalejesz! - stwierdził trochę zdenerwowany mąż.
- A jak Tobie minął dzień? - zmieniła temat.
- Ciężko, miałem 3 dość trudne operacje! - odrzekł i zaczął jej o tym opowiadać.
Minęło kilkanaście kolejnych dni, zbliżał się termin rozwiązania.
Któregoś popołudnia dziecko wierciło się tak mocno, że Ewa stwierdziła;
- Jedziemy do szpitala!
Janusz słysząc to natychmiast zabrał z przedpokoju torbę z potrzebnymi rzeczni, stojącą tam już od tygodnia. Po czym wsiedli do samochodu i ruszyli. Z początku jechał dosyć szybko, ale potem zwolnił, gdy żona przekonywała go, że nie musi się tak spieszyć, bo nie ma jeszcze powodu do paniki.
Gdy dotarli na miejsce na szczęście okazało się, że Krzysztof ma dyżur. Od razu zbadał znajomą i potwierdził, że się zaczęło.
- Jak pacjentka się przebierze, to proszę ją przywieść na porodówkę! - poprosił pielęgniarkę będącą z nimi w gabinecie.
Poród przebiegał bez specjalnych komplikacji, Krzysztof wydawał Ewie polecenia, a ona mimo bólu starała się je wykonywać.
Co za dziwna sytuacja. - Człowiek którego kiedyś kochałam, a, który nadal nie jest mi obojętny, pomaga urodzić się dziecku, które mam z mężem! - pomyślała Ewa, rodząc.
Po jakimś czasie zobaczyła obok siebie Janusza, a potem usłyszała krzyk dziecka.
- No idź na chwilkę do mamusi! - lekarz starał się ułożyć noworodka na klatce piersiowej kobiety.
Gdy ją zobaczyła, z jej oczu popełniły łzy radości.
- Cześć dziewczyny! Jak się macie? - spytał znajomy doktor, zaglądając do przyjaciółki i jej maleństwa, nazajutrz rano.
- Mamy się świetnie! - powiedziała rozradowana, przytulając córeczkę.
- Krzysiu chciałam Ci podziękować za wszystko co dla nas zrobiłeś! - mówiła ze wzruszeniem, patrząc to na niego, to na małą.
- Nie ma za co dziękować, to moja praca. - Polecam się na przyszłość! - odrzekł z uśmiechem i przygarnął koleżankę do siebie.
Kiedy nasza mama z córką zostały wypisane ze szpitala, wieczorem w domu świeżo upieczeni rodzice stali nad łóżeczkiem, w którym leżała ich maleńka córeczka.
- Jest śliczna, podobna do ciebie! - zachwycała się Ewa, ukradkiem spoglądając na Janusza.
- Jest za malutka, żeby już rozpoznać do kogo, jest podobna! - odparł mąż, ale podświadomie był bardzo dumny z tego co powiedziała.
- No nie jest taka malutka, wierzy 3 kilogramy i mierzy 48 centymetrów! - śmiała się.
- No fakt, to nie jest aż tak mało, jesteś bardzo dzielna, że urodziłeś własnymi siłami! - przyznał z uznaniem i pocałował ją czule.
- Jak jej damy na imię, może Justynka albo Agatka? - zaproponował.
- A może Zuzia? - żartowała sobie, młoda mama.
- No wiesz co, przez kobietę o tym imieniu o mało nie rozpadł się nasz związek!! - powiedział bardzo głośno, aż mała się poruszyła.
- Wiem, przesadziłam. - Ewa spuściła głowę zawstydzona.
Dziewczynka otrzymała na imię Agatka.

Proszę o komentowanie tego rozdziału lub całego dotychczas powstałego opowiadania. Zachęcam też do odwiedzania mojego bloga i czytania rozdziałów, które będą powstawać. Proszę poleć mojego bloga i opowiadanie innym np swoim znajomym. Będę wdzięczna za opinie na jego temat również na meila.

Rozdział 34

Rozdział trzydziesty czwarty

Zalecenie

 

Ewa otworzyła oczy budząc się w pewien lutowy poranek, rozejrzała się po sypialni, obok niej nie było Janusza. Spojrzała na zegarek stojący na szafce przy łóżku, dochodziła siódma. Usiadła na łóżku i przetarła zaspane oczy potem spuściła powoli nogi, posiedziała chwilę później wstała i poszła do łazienki. Wzięła prysznic, ubrała się i po kwadransie zeszła na dół. Zajrzała do salonu, ale w pokoju było pusto, zaczęła nasłuchiwać z kuchni dochodziły delikatne dźwięki muzyki, więc udała się w tamtą stronę.
- Cześć! - powiedziała do męża, podchodząc do niego i całując go w policzek.
- O cześć! - zdziwił się trochę, gdy ją zobaczył, uśmiechnął się i przygarnął ją mocno do siebie.
- Czemu mnie nie obudziłeś? - spytała.
- Nie chciałem Cie budzić, tak słodko spałaś! - czule pogładził ją po brzuchu. - Jak się czujesz? - zapytał odwracając się w stronę patelni na której smażył smakowicie pachnącą jajecznice. Ona tymczasem pogłaskała Freda siedzącego nieopodal, a pies  był z tego bardzo zadowolony.
- Teraz już dobrze, ale w nocy maleństwo bardzo się kręciło i trochę nie dawało mi spać! - odpowiedziała sięgając po swój kubek do szafki. Nalała sobie herbaty.
- Ojej to trzeba było mnie obudzić! - przeraził się ukochany.
- Mój drogi nic nie poradzisz, na to, że się tak wierci! - śmiała się, uspokajając go. - Zresztą to dobrze, że się tak rusza! - dodała siadając na krześle przy stole.
- Może powinnaś pójść na zwolnienie? A dziś pracujesz? - zadawał kolejne pytania nie czekając na odpowiedz.
- Nie martw się tak, ja naprawdę dobrze się czuje. W przyszłym tygodniu idę do lekarza i jeśli się okaże, że trzeba to pójdę na zwolnienie. - zapewniła Ewa.
- No dobra to jemy i jedziemy do pracy, bo już prawie wpół do ósmej! - odparł stawiając na stole drugi talerz i kładąc drugi widelec. Następnie nałożył na talerze po połowie jajecznicy.
Ewa zanim zaczęła jeść poszła do łazienki, ponieważ przypomniała sobie, że głaskała psa.
Jedli śniadanie rozmawiając właściwie o wszystkim i, o niczym. Kiedy skończyli Janusz podniósł się kierując się do holu.
- Skoro Ty zrobiłeś śniadanie, to ja posprzątam ze stołu! - zadecydowała Ewa podnosząc się i sięgając po brudne talerze i kubki.
- Jeśli możesz to włóż tylko naczynia do zmywarki, pieczywo do chlebaka, a masło do lodówki, resztę zrobimy jak wrócimy! - zawołał do niej z przedpokoju, jednocześnie wypuszczając Freda na podwórko.
Ona tymczasem opukała naczynia, włożyła je do zmywarki i chciała pójść w stronę stołu, aż tu nagle...
- Auu!!! - krzyknęła tak głośno, że mąż znalazł się natychmiast obok niej. Zobaczył ją z grymasem na twarzy, trzymającą się za brzuch.
- Co się stało? - spytał lekko przerażony. Objął ją ramieniem, podprowadził do krzesła i pomógł usiąść, kucając przy niej.
- Nie wiem, myślałam, że śpi, a nasze dziecko kopnęło tak mocno, że aż zabolało. Chyba dostałam w jakiś organ! - próbowała wysilić się na uśmiech.
- Wezwać pogotowie? - zapytał z troską.
- Nie, nie wzywaj!
- Może jednak powinnaś zostać w domu i odpocząć! - przekonywał mąż.
- Pojadę do szpitala, Marek chyba nie ma dziś dyżuru, ale Krzysiek prosił mnie o konsultacje u jakiejś swojej pacjentki, to jak by się coś działo, poproszę go o poradę. - zapewniła Janusza uspokajająco.
- No dobrze! - zgodził się. - Jeśli możesz już wstać to chodźmy, bo się spóźnimy. - odparł spoglądając na zegarek.
- Cześć Dorotko! Nie spóźniliśmy się? - zapytała Ewa prawie wbiegając do gabinetu lekarskiego.
- Cześć! Nie chociaż Krzysztof już dzwonił i pytał czy jesteś. - poinformowała koleżanka.
- Sama jesteś, a gdzie Janusz? - spytała szukając go wzrokiem.
- Poszedł na oddział do pacjentki, bo po drodze dzwonił do niego Łukasz. - powiedziała przyszła mama, przebierając się.
- Czemu pytałaś, czy się nie spóźniliście? - zaciekawiła się Dorota.
- Późno wyszliśmy z domu, bo nasze maleństwo troszkę w nocy i rano rozrabiało! - uśmiechnęła się.
- To ja idę na tą ginekologię,. - odparła Ewa wychodząc.
Poszła schodami na górę, weszła na oddział i zaczęła szukać kolegi. Nie mogąc go znaleźć zapytała o niego jedną z przechodzących korytarzem pielęgniarek, a ta skierowała ją do jego gabinetu.
Zapukała do drzwi, po kilku sekundach usłyszała. - Proszę!
- Cześć szukałeś mnie? - spytała wchodząc do środka.
- O cześć! Tak szukałem. - przyznał. - Mam tutaj panią w 7 miesiącu ciąży, ma problem z nogami. Według mnie są to żylaki. - tłumaczył.
- Czy mogłabyś to obejrzeć? - poprosił.
- Dobrze chodźmy do niej. - zgodziła się.
- Myślę, że jest to podobna sytuacja jak u pani Gawron. - stwierdził kiedy szli korytarzem. - Pamiętasz ją? - Krzysiek spojrzał pytająco na koleżankę.
- Pewnie, że pamiętam! Ciekawe co słychać u tej rodzinny? - zastanawiała się lekarka.
- Z tego co wiem to wszyscy doszli do siebie po tym wypadku, mały rośnie, a pani Gawron ile razy jest u mnie na wizycie, prosi żebym pozdrowił tą miłą Panią doktor, która jej pomogła! - uśmiechnął się Krzysztof.
- Dzięki to miłe! - ucieszyła się Ewa.
- A co u Ciebie, jak się miewa dzieciątko? - spytał znajomy spoglądając na Ewę.
- Dziś trochę szaleje! - powiedziała dotykając swojego brzucha.
- Aha! Marek ma wolne, ale jak chcesz to mogę ci zrobić USG i zobaczymy dlaczego tak szaleje? - zaproponował lekarz.
Koleżanka spojrzała na niego z zastanowieniem.
- Rozumiem mąż... - stwierdził widząc jej reakcje.
- Co mąż...? - zdziwiła się.
- No Twój mąż byłby o mnie zazdrosny gdyby się o tym dowiedział!
- Jeśli chcesz wiedzieć, to Janusz sam mi kiedyś sugerował żebym poszła do ciebie na wizytę! - zapewniła Ewa. - Uważa cię za bardzo dobrego lekarza i  ja również tak myślę! - dodała.
- Dzięki! - powiedział z uśmiechem.
- Poza tym masz zagraniczne doświadczenie. - odparła.
- Nie trzeba mieć zagranicznego doświadczenia żeby być dobrym lekarzem! - Krzysztof spojrzał na koleżankę, a jego wzrok wyraźnie mówił kogo ma na myśli.
- Dzięki! Może gdybym w odpowiednim czasie wyjechała zagranice, miałabym jeszcze lepsze doświadczenie i ciebie za męża. - stwierdziła,
- Żałujesz? - spytał trochę zaskoczony.
- Nie teraz już nie. Kiedyś może i żałowałam, ale teraz już nie żałuje! - przyznała spuszczając oczy.
- To ja już wracam do siebie na oddział! - powiedziała po chwili kłopotliwego milczenia.
- Dobra, dzięki za pomoc. Gdybyś czegoś potrzebowała to dzwon do mnie o każdej porze. Masz do mnie numer? - zapytał kolega.
- Tak mam.
Pożegnali się i każde poszło w swoją stronę.
- Cześć Dorotko! Nie było tu Ewy? - spytał Janusz, wchodząc do pokoju lekarskiego na chirurgii.
- Cześć była, ale poszła na ginekologię. Chyba wiesz po co? - spytała.
- Tak wiem. - odpowiedział.
- Jak tam ta wasza pacjentka? - zainteresowała się żona dyrektora.
- Kiepsko, chyba będziemy musieli ją jeszcze raz operować. Nawet prosiliśmy twojego Wojtka o pomoc, mamy się wspólnie zastanowić co robić! - tłumaczył Janusz.
- Poproście o pomoc Ewe. - radziła Dorota.
- Nie chcę jej denerwować, bo nie za bardzo dobrze się dziś czuła. - stwierdził doktor, nalewając sobie kawy.
- Tak wiem mówiła mi. - przyznała znajoma.
- Ale jak będzie trzeba to ją poproszę o pomoc! - zapewnił lekarz.
- Będziecie musieli podjąć jakąś decyzje, ty albo Wojtek, w końcu wy tu teraz szefujecie! - uśmiechnęła się Dorota.
- Oh czasem zastanawiam się czy dobrze zrobiłem zastając ordynatorem! - westchnął - Ciągle tylko jakieś papiery i ważne decyzje. - dodał pijąc łyk kawy.
- Oj coś o tym wiem, Wojtek odkąd został dyrektorem, wciąż jest czymś zajęty! - przyznała koleżanka.
Rozmowę przerwało im wejście do gabinetu Ewy.
- No i jak tam ta pacjentka, twoja i Łukasza? - zapytała męża siadając na krześle.
- Nie za dobrze, właśnie niedawno od niej wróciłem. - odpowiedział.
- Zrobić ci herbaty? - spytał wstając i podchodząc do szafki gdzie stał czajnik i kubki.
- Tak poproszę! A co się z nią dzieje? - zaciekawiła się.
Mężczyzna wcisnął guzik czajnika i zaczął opowiadać żonie historię pani, którą zajmowali się z Łukaszem. Wysłuchawszy relacji męża Ewa sama zaproponowała, że może zbadać tę kobietę, na co on przystał, wiedząc jakie jego żona ma doświadczenie w tego typu przypadkach.
- To w takim razie, pije herbatę i zaraz do niej pójdziemy! - zadecydowała.
- Dobrze! - uśmiechnął się widząc jej zdecydowanie.
- Ty jesteś naprawdę dobra! - przyznał kiedy wychodzili z sali, gdzie leżała wspomniana pacjentka. Po trafnie postawionej przez lekarkę diagnozie.
- Nie przesadzaj nie tak trudno było rozpoznać, że to „zespól po cholecystektomii”- czyli dolegliwości po wycięciu woreczka żółciowego! - stwierdziła.
- Nie przesadzam, my z Łukaszem prosiliśmy nawet Wojtka o konsultację i żaden z nas na to nie wpadł, a ty od razu zorientowałaś się to jest to! - upierał się przy swoim zdaniu.
- Dzięki! Mój drogi, skoro wy zbierając się w takim gronie, nie domyśliliście się co to jest, a ja od razu na to wpadłam, to z kim ja tu pracuje, może powinnam pomyśleć nad zmianą pracy! - żartowała sobie.
- My naprawdę się głowiliśmy co to może być i nie mogliśmy dojść do tego. Myśleliśmy nawet, że ta kobieta symuluje! - bronił się.
- Wiem, to mogło wyglądać na symulowanie. - przyznała.
- Jak ty się teraz czujesz? - zapytał Janusz żonę, kiedy wracali do domu.
- Teraz już dobrze, maleństwo się na szczęście uspokoiło! - zaśmiała się Ewa gładząc się po brzuchu.
- To dobrze! - ucieszył się.
Radość przyszłych rodziców jednak nie trwała długo, po kilku dniach Ewa znowu poczuła się gorzej.
- Auu! - krzyknęła dosyć głośno, kuląc się z bólu, na kanapie w salonie.
- Co się stało? - spytał przestraszony mąż, który przybiegł natychmiast z kuchni, słysząc jej krzyk.
- Brzuch! - odpowiedziała tylko z grymasem na twarzy.
- Dzwonię po pogotowie, albo nie, lepiej od razu jedziemy do szpitala! - zadecydował Janusz, wybiegając do przedpokoju po jej płaszcz.
- Poczekaj, najpierw pomóż mi pójść do łazienki. - poprosiła kiedy ból trochę przeszedł.
- Może lepiej się nie ruszaj! - radził Janusz, przybiegając do niej znowu i kucając obok kanapy, z jej płaszczem w ręku.
- Zostaw ten płaszcz i zrób to o co proszę! - Do szpitala pojedziemy później, jak będzie trzeba, teraz muszę iść do toalety żeby coś sprawdzić, a potem zadzwonię do Krzyśka! - powiedziała stanowczo,
Posłusznie wykonał jej prośbę.
- Zostać tu z Tobą? - zapytał tylko wprowadzając ją do łazienki.
- Nie, wyjdź, w razie czego cie zawołam - zapewniła.
- Dobrze, będę czekał pod drzwiami.
- Teraz podaj mi mój telefon! - poprosiła, kiedy znowu wrócili do pokoju.
Odszukała numer lekarza i wybrała go.
- Cześć. - powiedziała słysząc po chwili jego głos, po drugiej stronie słuchawki.
- O cześć! Czy coś stało? - zapytał, słychać było, że jest trochę zaskoczony.
- A dlaczego myślisz, że coś się stało? - próbowała wysilić się na uśmiech.
- Bo inaczej byś do mnie nie dzwoniła. - odparł.
- Boli mnie brzuch, tak jak wtedy, co ci mówiłam! - poinformowała go.
Słysząc to zadał jej kilka pytań, a ona spokojnie na nie odpowiadała. Przede wszystkim zapytał czy nie krwawi, a kiedy powiedziała, że nie nad czymś się zastanawiał, bo w słuchawce zapadła cisza.
- Jesteś z kimś w domu, czy sama? - zainteresował się.
- Nie, nie jestem sama, jest ze mną Janusz. - spojrzała na męża, który siedział obok niej i trzymał ją za rękę.
- Aha to dobrze! W takim razie przyjeżdżajcie, ja jestem teraz w szpitalu. Co prawda Marek jeszcze na urlopie, ale jakoś sobie poradzimy! - zapewnił ze spokojem.
- Czy mam coś ze sobą zabrać? - zapytała kobieta.
- Weź ze sobą jakieś wyniki badań, jeśli masz u siebie. - poprosił.
- Dobrze wezmę! - zapewniła.
- W takim razie, czekam na Was, do zobaczenia! - powiedział lekarz i się rozłączył.
Całą drogę do szpitala, Ewa modliła się w duchu żeby ich dziecku nic się nie stało, a jej ukochany prowadził w milczeniu i dużym skupieniu.
- Cześć, witajcie! - przywitał ich Krzysztof, kiedy tylko weszli na oddział ginekologii. Wyglądało na to jakby rzeczywiście na nich czekał.
- Cześć! - odpowiedzieli oboje.
- Wejdźmy do mnie do gabinetu, zobaczymy co się dzieje! - zwrócił się do Ewy Krzysztof. - A może ty chcesz wejść razem z Ewą? - zapytał Janusza.
- Lepiej ja poczekam na korytarzu. - powiedział przyszły tata.
Kiedy lekarz wspólnie ze znajomą weszli do gabinetu, poprosił żeby przygotowała się do badania. Po czym ją dokładnie zbadał i zrobił USG. W czasie robienia USG odparł:
- Rzeczywiście Waszej córeczce bardzo się do nas spieszy! - starał się to mówić żartobliwie.
Po badaniach Ewa ubrała się i usiadła na krześle, a lekarz poprosił do pokoju jej męża.
- Będziecie meli córeczkę! - oznajmił kiedy mężczyzna wszedł do środka i usiadł obok żony.
- To dobrze, ale Ewa do tej pory nie chciała znać płci dziecka. - przyznał Janusz.
- Uuu to przepraszam nie wiedziałem! mogłaś mi o tym powiedzieć, że nie chcesz wiedzieć? - doktor spojrzał na smutną twarz koleżanki.
- Jakie to ma teraz znaczenie, czy to chłopiec, czy dziewczynka, jak i tak możemy ją stracić! - rozpłakała się Ewa.
- Zrobimy wszystko żebyście jej nie stracili! - powiedział Krzysiek.
- Chciałbym żebyś została u nas na oddziale. - dodał.
No i została w szpitalu.
Po dwóch dniach do pracy wrócił Marek i wspólnie z Krzysztofem zajmowali się Ewą i jej dzieckiem.
Kiedy sytuacja była już opanowana wypisali ją do domu zalecając leżenie do końca ciąży.
Leżała więc zgonie z zaleceniem.
Najpierw obserwowała przez okna domu padający śnieg, później budzącą się do życia wiosnę.


Proszę o komentowanie tego rozdziału lub całego dotychczas powstałego opowiadania. Zachęcam też do odwiedzania mojego bloga i czytania rozdziałów, które będą powstawać. Proszę poleć mojego bloga i opowiadanie innym np swoim znajomym. Będę wdzięczna za opinie na jego temat również na meila.

Rozdział 33

Rozdział trzydziesty trzeci

Świąteczne zakupy


- Gdzie spędzicie w tym roku święta, w Krakowie, czy tutaj z nami? - zapytała Ewę mama na początku grudnia.
- Sama nie wiem Janusz przez ten awans nie może sobie za bardzo pozwolić na urlop, chociaż pewnie w przyszłym roku też nie pojedziemy, bo będziemy mieli małe dziecko! - zastanawiała się Ewa.
- Wasze dzieciątko będzie miało w przyszłym roku w grudniu jakieś 7 miesięcy! - Bożena uśmiechnęła się do córki.
- Mam nadzieję, że tak. - westchnęła młodsza z kobiet.
- Jak ty się czujesz? - spytała matka.
- Czuje się dobrze, lekarz też mówi, że wszystko jest w porządku tylko mój mąż trochę panikuje i wysyła mnie na zwolnienie! - zaśmiała się Ewa.
- No wiesz martwi się o ciebie! - stwierdziła. - To jego pierwsze dziecko!
- Czy ja wiem, czy pierwsze? - zastanawiała się głośno młoda mężatka.
- Czy ty podejrzewasz, że dziecko Darii może być dzieckiem Janusza? - mama odwróciła się w stronę córki, znad garnka w którym coś mieszała.
- Mamo nie wiem, niby on zarzeka się, że na kilka tygodni przed ślubem, nie mieli ze sobą nic wspólnego i to nie jego dziecko, ale kto to może wiedzieć! - powiedziała lekarka, podniesionym głosem.
Ich rozmowę przerwał odgłos otwieranych drzwi wejściowych.
- Cześć! Jest tam kto? Prowadzę gościa! - usłyszały głos Janka.
- Cześć, tu jesteśmy! - zawołała Bożena.
- O cześć dziewczyny! Jak się macie? - zawołał ojciec, kiedy zorientował się, że żona nie jest sama, podszedł do każdej z nich i przywitał się, za nim do kuchni wszedł Janusz, on również przywitał się z każdą z kobiet, po czym przystanął obok żony i spojrzał na nią zaniepokojony. - Dobrze się czujesz? - zapytał.
- Dobrze. - odpowiedziała Ewa.
- Na pewno? Przepraszam, ale wyglądasz tak jakby ci mocno skoczyło ciśnienie! - nie dawał za wygraną.
- Bo skoczyło! - pomyślała sobie, a głośno zapewniała, siląc się na uśmiech. - Na pewno, na pewno!
- Sami widzicie jak tu gorąco od tego gara, Ewunia pewnie się zgrzała i dostała wypieków! - mama próbowała ją usprawiedliwiać.
- Chłopaki napijecie się czegoś? - zapytała zmieniając temat.
- Jeśli możesz to zrób na kawki. - poprosił tata. - A co tam gotujesz? - podszedł do kuchenki i zajrzał do garnka. - O bigosik! - ucieszył się.
- Zaraz zrobię kawę i pokroje kawałek sernika, tylko muszę jeszcze chwilę pomieszać żeby się nie przypaliło. Święta już za trzy tygodnie, a ja mam dwa dni wolnego, pomyślałam, że go już teraz ugotuje i zamrożę. - powiedziała gospodyni. - Nie będzie pewnie smakował tak jak świeży, ale potem nie za bardzo mam czas, bo wzięłam sporo dyżurów, dziewczyny mają rodziny i małe dzieci więc chcą mieć wolne, a ja mogę pracować! - dodała.
- Wiesz co Janek włącz gaz pod tym garnkiem, tu jest barszczyk czerwony, zjemy sobie razem. - wskazała ruchem głowy na młodą parę. - Nie mam co prawda drugiego dania, ale coś wymyślę. Może usmażę dużą jajecznicę? - zaproponowała z uśmiechem.
- Mamo dziękujemy za obiad, my już pójdziemy, jestem trochę zmęczona. muszę się położyć. - powiedziała Ewa.
Po krótkiej rozmowie pożegnali się i wyszli
- Skąd ty się wziąłeś u moich rodziców? - spytała męża, gdy wrócili do domu.
- Operowaliśmy razem z tatą, a kiedy wychodziliśmy ze szpitala zaproponowałem, żeby się ze mną zabrał. Kiedy przejeżdżaliśmy koło nas zobaczyłem, że Fred biega po podwórku, więc pomyślałem, że jesteś u rodziców. - odparł mężczyzna.
- A ty kiedy wyszłaś z pracy?
- Przyjmowałam pacjentów w przychodni do 13 potem wróciłam do domu, zajrzałam do Freda, później poszłam do mamy! - odpowiedziała chłodno.
Janusz widząc, że rozmowa się nie klei, wyszedł z kuchni i poszedł do salonu. Ewa tymczasem wyjęła z lodówki miskę z ugotowanym makaronem, podgrzała go na jednej patelni, a na drugiej przygotowała do niego sos. Kiedy wszystko było już gotowe zawołała męża na obiad. Zjedli go w milczeniu, potem powiedziała, że idzie się położyć.
Rano przy śniadaniu, Janusz nie wytrzymał:
- Co się stało, czemu się do mnie nie odzywasz? - zapytał stanowczo.
- To może przez te hormony, wczoraj się bardzo zdenerwowałam, bo naszły mnie wątpliwości! - odparła prawie z płaczem.
- Jakie? - spojrzał na nią zdziwiony.
- Czy na pewno jesteś pewien, że dziecko Darii nie jest Twoje? - wypaliła trochę zbyt głośno.
- Przecież Ci już mówiłem, że jestem tego pewien.
Patrzyła na niego bez przekonana, a po jej policzkach popłynęły wielkie łzy. Widząc to odłożył widelec, który trzymał w ręku, wstał od stołu, ukucnął obok niej i przytulił ją mocno.
- Głuptasie trzeba mi było od razu o tym powiedzieć! - szeptał cichutko gładząc ją po włosach.
Trwali tak przez chwilę potem odsunął ją delikatnie od siebie i spojrzał na zegarek:
- Niestety muszę już jechać do pracy. - stwierdził.
- Ja też. - przyznała.
- O! Dzisiaj pracujesz? - zdziwił się.
- Tak nawet operujemy razem. Widać jak sprawdzasz grafik, skoro nie wiesz z kim operujesz! - śmiała się.
- Przyznaję nie sprawdzałem tego! - podniósł do góry ręce w geście obrony, również się śmiejąc.
- Dobra to ty się szykuj, a ja zrobię nam kanapki do pracy! - postanowił.
- Chyba, że chcesz zjeść w szpitalnym bufecie? - spytał wyjmując jednak pieczywo z chlebaka.
- Wolę kanapki, odkąd jestem w ciąży szpitalne jedzenie jakoś mi nie służy. - przyznała. - W lodówce jest jakaś wędlina i żółty ser. - powiedziała wychodząc do przedpokoju.
- Jedziemy jednym samochodem, czy dwoma tak jak wczoraj? - zawołała po kilku minutach.
- Możemy jechać jednym. Chyba, że wracasz wcześniej? - zainteresował się.
- Kończę o piętnastej. - odparła.
- Co się dzieje z tym psem, jest jakiś dziwny? - zastanawiał się Janusz, spoglądając na Freda, kiedy już wyszli na zewnątrz.
- Chyba będę musiał z nim pójść do weterynarza. Może jest zazdrosny o to, że będziemy mieli dziecko? - żartował patrząc na brzuch żony.
- Wszystko możliwe, podobno zwierzęta wyczuwają takie rzeczy! - powiedziała poważnie, wsiadając do samochodu obok kierowcy.
- Wracając na chwilę do Twoich wątpliwości na temat ojcostwa dziecka Darii. - zaczął po chwili, kiedy już jechali do pracy. - Rozmawiałem ostatnio z moją mamą, mówiła, że spotkała matkę mojej byłej narzeczonej, która pokazała jej zdjęcie swojego wnuka. Podobno ten mały jest bardzo podobny do męża Darii. - tłumaczył Janusz.
- Mama śmiała się, że z ciekawością obejrzała tą fotografie, ale po tym co zobaczyła upewniła się, że to nie moje dziecko! - dodał na sekundę zerkając na Ewę.
Na jej twarzy pojawił się lekki uśmieszek.
Tydzień później Ewa wybrała się na zakupy do centrum handlowego, chciała sobie kupić jakieś dwie nowe bluzki o większym rozmiarze i może jeszcze kilka prezentów dla bliskich. W środku był spory tłum, a z głośników płynęła świąteczna muzyka, Wszystko mieniło się mnóstwem barw, wszędzie stały kolorowo ubrane choinki.
Weszła do jednego ze sklepów i zaczęła oglądać bluzki. Wybrała dwie, które jej się podobały, zapłaciła i ruszyła dalej w poszukiwaniu innych rzeczy. Sama nie wiedziała co chce kupić, postanowiła się rozejrzeć.
Gdy tak chodziła zadzwonił jej telefon, na wyświetlaczu zobaczyła numer swojej teściowej.
- Słucham!
- Dzień dobry Ewuniu! Możesz rozmawiać, nie przeszkadzam Ci?
- Dzień dobry mamo! Nie, nie przeszkadzasz, jestem wprawdzie na zakupach, ale mogę rozmawiać! - odparła synowa.
- Mamuś co u Was słychać? - zapytała kierując się do ławki i siadając na niej.
- U nas wszystko dobrze. A co u Was, jak się czujesz? - zainteresowała się Grażyna.
- A dziękuje czuje się bardzo dobrze! - zapewniła Ewa.
- To super! Kochana dzwonię żeby Was zaprosić do nas święta! - powiedziała teściowa. - Byłoby nam bardzo miło gdybyście przyjechali, będziemy sami, bo Ula z Szymonem i chłopcami wyjeżdżają do rodziców! - dodała.
- Ewa zastanowiła się chwilę i zaproponowała:
- Mamuś, może to Wy z tatą przyjechalibyście do nas? Zapraszamy!
- Jeżeli to dla Was nie kłopot, to z wielką przyjemnością! - ucieszyła się Grażyna.
Obie ustaliły, że jeżeli Grażyna i Marian dostaną kilka dni wolnego, to zostaną w Warszawie do Nowego Roku. Teściowa wprawdzie nie wiedziała czy nie dopadnie jej jakiś bilans na koniec roku, ale w razie czego obiecała spróbować załatwić sobie jakieś zastępstwo. Porozmawiały jeszcze chwilę po czym pożegnały się i zakończyły rozmowę. Ewa postanowiła kupić jeszcze krawat dla teścia i jakąś ciekawą książkę dla teściowej, bo wiedziała, że ta bardzo lubi czytać.
- Cześć Ewa! - nagle usłyszała głos Doroty, koleżanki z pracy.
- O cześć Dorotko!
- Co kupujesz? - zapytała znajoma Ewę spoglądając na torby, które trzymała w ręku.
- Kupiłam sobie dwie nowe bluzki, bo zaczynam z wszystkiego powoli wyrastać! - wskazała na swój brzuch. - Chce też znaleźć jeszcze parę drobiazgów na święta. - dodała.
- A Ty co tu robisz? - odwzajemniła pytanie.
- My kupujemy nowy garnitur dla Wojtka. Wiesz funkcja dyrektora zobowiązuje! - znajoma spojrzała na męża, stojącego parę metrów od nich z komórką przy uchu.
- Aha rozumiem! - uśmiechnęła się Ewa.
Konwersowały wspólnie obserwując mijających ich ludzi. Wszyscy mieli pełne kosze zakupów.
- Patrz tam Wiktor! - zauważyła żona dyrektora.
- Aha o nie jest sam! - trochę zdziwiła się kobieta w ciąży.
Mężczyzna pomachał do nich ręką.
- Podobno to coś poważnego, to jakaś lekarka z pediatrii! - poinformowała koleżankę Dorota.
- To fajnie!
Wkrótce dołączył do nich Wojtek, pogadali trochę i rozstali się
Ewa poszła jeszcze do stoiska z książkami i płytami. Kupiła jej zdaniem ciekawą książkę dla Grażyny i płytę zespołu, który lubili oboje z Januszem, pomyślała, że zrobi mu miły prezent gwiazdkowy, a będą słuchaj jej razem. Następnie zapłaciła za wszystkie zakupy, wyjęła siatkę z wcześniej kupionymi bluzkami z szafki gdzie je zostawiła i udała się na parking. Niedaleko swojego samochodu spostrzegła państwa Sikorów, postanowiła do nich podejść i się przywitać.
- Cześć! - powiedziała zbliżając się.
- O cześć! - odpowiedzieli chórem.
- Co słychać, jak się czujesz? - zapytała Sylwia.
- Dziękuje dobrze! A co Was, jak tam synek? - zainteresowała się Ewa.
- Dobrze, powoli zaczyna dokazywać i przez to oboje jesteśmy trochę nie wyspani! - śmiał się jego tata. - Zresztą mamy go ze sobą. Chcesz go poznać? - zaproponował.
- Chętnie!
- Uchylił lekko drzwi auta i zapalił światło, a koleżanka zajrzała do środka. Na tylnym siedzeniu w foteliku leżał mały, śliczny chłopiec. Jakby na zawołanie otworzył oczy.
- Ładny, podobny do Ciebie! - przyznała spoglądając na Krzyśka.
- Dzięki! - powiedział ukradkiem zerkając na żonę stojącą obok nich, ale widać było, że jest bardzo dumny z tego co usłyszał.
- Uwaga pewnie zaraz zacznie płakać! - odparł, widząc, że Filipek się skrzywił.
- Co chcesz, jest czujny, jakaś obca baba mu się przygląda! - żartowała znajoma.
- Nie to po prostu mały beksa, szczególnie gdy jest głodny! - wtrąciła matka dziecka. - Właśnie dlatego przyjechaliśmy tu wszyscy razem. Sylwia poszła na małe zakupy, a ja zostałem z nim w wozie, w razie czego mieliśmy się zamienić! - odrzekł jego ojciec.
- Aha rozumiem. Nas z Januszem wkrótce też pewnie to czeka! - Ewa uśmiechnęła się na myśl o tym.
- W takim razie nie zatrzymuje Was! - stwierdziła
Chciała się pożegnać i odejść, ale Sylwia zatrzymała ją jeszcze na chwilę:
- A jak tam Twoje dzieciątko? - spytała.
- Odpukać na razie wszystko z nim dobrze! - przyszła mama pogładziła się po brzuchu.
- Jakby się coś działo, służę pomocą! - oferował kolega.
- W razie czego się do Ciebie zgłoszę! - obiecała.
- To cześć, do zobaczenia. - Niech się Wam maluch zdrowo chowa! - powiedziała.
- Cześć! Dzięki! - odpowiedzieli oboje.
- Sylwia wsiadła do samochodu, a Krzysztof pomógł przyjaciółce włożyć zakupy do bagażnika jej auta.
Ewa podjechała pod dom, wydawało się, że nikogo w nim nie ma. Postanowiła jednak wyjść na zewnątrz i nacisnąć guzik domofonu. Po drugiej stronie odezwał się głos:
- Słucham!
- Cześć Januszku, to ja! Czy mógłbyś zejść do garażu i pomóc mi wnieść sprawunki? - poprosiła.
- O cześć! Już schodzę.
- Co ty tu na kupiłaś? - dziwił się, stawiając torby w przedpokoju. Fred próbował zajrzeć do środka, żeby sprawdzić czy nie ma w nich czegoś smacznego.
- To tylko parę drobiazgów i trochę jedzenia! - usprawiedliwiała się, zdejmując płaszcz i przytulając się do męża.
- Pewnie sama, to wszystko dźwigałaś?
- Nie, nie sama! - przekonywała go.
- Zrobić ci coś do jedzenia? - zapytał, biorąc jedną z toreb i zmierzając do kuchni.
- Jadłam zanim wyszłam na zakupy. Zrób mi tylko proszę herbatki, trochę zimno na dworze. - przyznała. - Potem zrobimy sobie wcześniejszą kolacje. - powiedziała siadając na krześle przy stole.
- Wiesz co Januszku dzwoniła Twoja mama, zaprosiłam ich do nas na święta, a może i na sylwestra! - poinformowała ukochanego.
- Ojej! Czy to nie będzie dla ciebie za trudne zadanie, w twoim stanie? - lekko się przeraził.
- Na pewno nie, zresztą mama obiecała przywieść trochę smakołyków, a pewnie i moja mama przyłączy się do przygotowań! - zapewniała z uśmiechem.
- Co tu tak ładnie pachnie, co ty robisz? - pociągnęła nosem.
- Piekę pierniczki, podobno wychodzą mi niezłe. - spuścił skromnie głowę.
Ewa sięgnęła do miski z gotowymi już ciastkami, wzięła jedno i ugryzła je.
- Naprawdę pycha! - przyznała.

Proszę o komentowanie tego rozdziału lub całego dotychczas powstałego opowiadania. Zachęcam też do odwiedzania mojego bloga i czytania rozdziałów, które będą powstawać. Proszę poleć mojego bloga i opowiadanie innym np swoim znajomym. Będę wdzięczna za opinie na jego temat również na meila.

Rozdział 32

Rozdział trzydziesty drugi


Potwierdzenie


 Zanim Ewa zapisała się do poleconego przez Krzysztofa ginekologa naszły ją wątpliwości. - Może ja wcale nie spodziewam się dziecka tylko jestem ciężko chora! - myślała idąc któregoś dnia szpitalnym korytarzem. Mam co prawda poranne mdłości, ale to nie musi być ciąża. Wiem co zrobię skontaktuje się z Jackiem! - postanowiła, Już sięgała do kieszeni fartucha po telefon, żeby do niego zadzwonić, ale nagle okazało się, że prawie na niego wpadła.
- Ups uwaga! - zawołał z uśmiechem kiedy o mało co się nie zderzyli.
- Cześć, co ty taka zamyślona? - zapytał.
- Cześć właśnie miałam do ciebie dzwonić, ściągnęłam cię myślami.
- Coś się stało? - zainteresował się.
- Czy mogłabym się z Tobą umówić na wizytę lekarską?
- A co się dzieje? - spytał.
- Sama nie wiem może to znowu moja anemia się odezwała. - powiedziała.
- Zapytam jeszcze raz, co się dzieje? - lekarz nie dawał za wygraną, spoglądając na nią z lekką obawą.
- Nie wiem ciągle mnie mdli, nie mam apetytu, zdaje mi się, że znowu schudłam. - wyliczała.
- To kiedy mogę przyjść do ciebie na wizytę? - ponowiła pytanie.
- Będę przyjmował pacjentów tu w naszej przychodni chociażby dziś popołudniu. Jak chcesz możesz wpaść? - zaproponował kolega.
- No tak, ale czy ja teraz dostanę numerek! - zastawiała się głośno Ewa.
- O numerek się nie martw, przyjmę cię bez niego! - zapewnił znajomy. - Tylko weź ze sobą kartę z rejestracji, jak przyjdziesz, a jakby ktoś coś mówił, to powiedz, że byłaś umówiona. - poprosił.
- Wielkie dzięki! - ucieszyła się. - Po pracy wpadnę do domu się odświeżyć i przyjadę do przychodni! - obiecała.
- Ja chyba jednak już teraz wiem co Ci może być! - odparł z uśmiechem lekarz po chwili namysłu.
- Myślisz, że to, to...? - spojrzała na niego pytająco domyślając się o co mu chodzi.
- Tak właśnie myślę! Wiesz co, mam pomysł, idę po Twoją kartę, zajdziemy do gabinetu i wypiszę Ci skierowanie na badania podstawowe, zrobisz je, a potem zobaczymy! - Odwiedź też aptekę chyba wiesz w jakim celu? - polecił nadal się uśmiechając.
- Wiem! - przyznała już trochę mniej niespokojna.
- Cześć! Co się stało dlaczego tak wcześniej wstałaś, czy znowu źle się poczułaś? - zapytał mąż Ewy, przecierając zaspane oczy, następnego dnia rano.
- Cześć przepraszam, że Cię obudziłam. Jadę do naszego szpitala, do ambulatorium na badania. - odpowiedziała.
- Nic się nie stało i tak już muszę wstawać! - stwierdził Janusz spoglądając na zegarek stojący na szafce przy łóżku. - To może ja cię podwiozę i tak za pół godziny muszę być w pracy? - zaproponował, stając za nią i całując ją w policzek. - Tym bardziej, że leje jak z cebra! - ukradkiem zerknął w okno.
- Dobrze, to poczekam na ciebie, w sumie te pól godziny mnie nie zbawi! - zgodziła się. - Zrobić Ci śniadanie? - spytała kierując się w stronę drzwi sypialni.
- Nie dziękuje, już nie zdarzę zjeść, za późno wstałem! - zawołał znikając w łazience.
Po 10 minutach był już na dole, ona czekała na niego w holu.
- No to idziemy! - zadecydował biorąc swoją torbę.
- Zaczynasz robić moje błędy, kiedy mieszkałam sama też wychodziłam z domu bez śniadania. - zauważyła gdy wsiadali do samochodu.
- Słuchaj jak byłem kawalerem robiłem sobie śniadania! - śmiał się.
- Oj nie zawsze sama pamiętam jak jadałeś śniadania w szpitalnym bufecie! - przypominała mu.
- Tylko czasami! - bronił się.
- Ja za to ja na odwrót, jak byłam panną praktycznie nie jadałam porannych posiłków, bo nie chciało mi się jeść samej a teraz gdy już mam z kim, to jem! - przyznała patrząc na Janusza.
- No właśnie zrobiłam ci kanapki. - powiedziała i położyła paczuszkę obok jego torby.
- Dzięki, ale nie wiem czy będę miał czas zjeść, mam dziś sporo pracy. - Na jakie badania się wybierasz? - zapytał zmieniając temat.
- Na podstawowe, wiesz krew i takie tam. - odpowiedziała ze smutkiem w głosie.
- Nadal źle się czujesz? - zmartwił się.
- Czy ja wiem, po porostu coś się ze mną dzieje i chce sprawdzić co. - odparła.
- Będziesz dziś w pracy? - spytał po jakimś czasie.
- Nie wzięłam sobie wolne, po badaniach chce się zorientować czy przyjmuje doktor..., tu wymieniła nazwisko lekarza, może mnie od razu przyjmie.
- To ginekolog. Czy ty myślisz, że to, to...? - spojrzał na nią z uśmiechem.
- Nie wiem, być może! - przyznała.
- Słuchaj, a może ty idź do doktora Sikory? Obiecuje nie będę zazdrosny! - przekonywał.
- Nie chce iść do Krzyśka, to byłoby dla mnie i dla nie go krępujące. Nie sądzisz? - bardziej stwierdziła niż zapytała Ewa.
- Domyślam się, ale mimo wszystko to bardzo dobry lekarz! - Janusz nie dawał za wygraną.
- Wiem, że jest dobry, ale przyznam, że on sam polecił mi kogoś kto jest równie dobry jak on. - Zapewniam cię, że gdyby się coś działo sama zgłoszę się do Krzysztofa.
- Może ja zostawię Ci kluczyki od auta i jak wszystko pozałatwiasz, to wrócisz nim do domu, bo sama widzisz jak pada? - zaproponował mąż kiedy już podjechali pod szpital.
- A ty jak sobie potem poradzisz? - spytała.
- O ja dziś nie wyjdę stąd tak szybko, bo mamy sporo roboty! To jakby co przyjedziesz po mnie, a gdybyś nie mogła dzwoń, to najwyżej wrócę z tatą, pracujemy dziś razem. - uspokajał ją ukochany, gdy wchodzili do budynku.
- Dobrze, to w razie czego jesteśmy umówieni. - zgodziła się.
Pożegnali się i każde poszło w swoją stronę, on na górę na oddział, ona w kierunku ambulatoriom.
Ewa zrobiła badania ich wyniki miały być już po południu. Okazało się, że lekarz do którego zamierzała pójść może ją przyjąć dopiero w przyszłym tygodniu. Cóż było robić, trzeba cierpliwie czekać.
Postanowiła, że wejdzie na górę.
- Może im się do czegoś przydam? - pomyślała.
- Cześć! Pomóc Wam w czymś? - zawołała wchodząc do gabinetu lekarskiego.
- O cześć! Co ty tu robisz? - przywitał ją mąż zaskoczony jej nagłym pojawieniem się.
- Załatwiłam już wszystko co mogłam załatwić i mogę zostać jeśli się Wam do czegoś przydam? - zaoferowała.
- Cześć córciu! Oj przydarz się, przydarz! - stwierdził jej ojciec, witając się z nią.
- Sami jesteście? - zdziwiła się, spostrzegłszy w pomieszczeniu tylko dwóch lekarzy.
- Nie, nie sami, jest jeszcze Łukasz! - odezwał się młodszy z nich. - Mamy dziś dość sporo ciężkich zabiegów, czy na pewno chcesz zostać, może wróć do domu i sobie odpocznij, skoro masz wolne, a my tu sobie jakoś poradzimy? - upewniał się Janusz.
- Ja chętnie Wam pomogę! - zapewniała Ewa.
Po piętnastej Ewa z Januszem wspólnie wychodzili ze szpitala.
- Zmęczona, nie żałujesz, że zostałaś? - mężczyzna spojrzał na żonę.
- Trochę jestem zmęczona, jak my wszyscy, ale nie żałuje, że z Wami zostałam, jestem przecież lekarzem. - odparła. - Poza tym dzięki temu, że byłam to wcześniej wracamy do domu, - dodała z lekkim uśmiechem.
- Wiesz co poczekaj tu na mnie, zapytam czy już są moje wyniki badań. - poprosiła Ewa, zerkając na zegarek.
Tydzień później wczesnym popołudniem, czekała zamyślona pod gabinetem wspomnianego już wyżej lekarza. Denerwowała się bardzo, chodź wyniki analiz nie wskazywały, na to, że dzieje się z nią coś złego.
- Doktor prosi do siebie! - naglę usłyszała głos wychodzącej z gabinetu pacjentki.
- Dzień dobry! - powiedziała Ewa wchodząc do środka.
- Dzień dobry! - odpowiedział mężczyzna siedzący za biurkiem.
- O cześć Ewa! - ucieszył się podnosząc głowę znad jakiś papierów, wstał, podszedł do niej i podał rękę na powitanie.
- Skąd ty tutaj? - zapytał trochę zaskoczony.
- Polecił mi Ciebie Twój szef! - odpowiedziała.
- Może usiądziemy? - zaproponował wskazując krzesło.
- Właśnie co u Krzyśka? - zainteresowała się siadając
- Trzy dni temu został ojcem małego Filipka! - oznajmił znajomy.
- To fajnie!
- Ty się naprawdę z tego cieszysz? - zdziwił się.
- Wiesz co było między nami, to było, mimo wszystko życzę im szczęścia. Niech im się ten malec zdrowo chowa! - powiedziała z lekkim uśmiechem. - Ja wyszłam za mąż i też jestem szczęśliwa! - dodała.
- Coś słyszałem i sam Krzysiek mi, coś wspominał! - przyznał.
- Co Cię do mnie sprowadza? - zmienił temat
Opowiedziała mu o wszystkim, jakie ma dolegliwości, objawy, odpowiedziała na każde jego pytanie potem ją dokładnie zbadał i potwierdził jej przypuszczenia. Wprawdzie to były dopiero początki, ale zapewnił, że wszystko jest w porządku.
- Czy chcesz żebym był Twoim lekarzem prowadzącym? - spytał kiedy już oboje usiedli przy jego biurku, on wpisywał coś do jej karty, a ona zajęła miejsce na przeciwko niego.
- A mógłbyś? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Oczywiście z przyjemnością! - uśmiechnął się do niej.
- W takim razie wypiszę Ci skierowanie na badania i zaświadczenie do pracy! - sięgnął po blankiety
- Ja mam zrobione kilka badań! - pokazała mu wyniki, które odebrała w ubiegłym tygodniu.
- To trochę za mało! - stwierdził przeglądając wyniki i zaznaczył coś na formularzu, który wyjął z szuflady.
- Zrób jeszcze te! - polecił podając je kartkę. - I widzimy się za miesiąc! - zadecydował - No chyba żeby się coś działo to przychodź w każdej chwili! - dodał.
- Dobrze dziękuje, w takim razie do zobaczenia! - pożegnali się i wyszła.
Nie spieszyło jej się, Janusz miał być w domu dopiero wieczorem. Postanowiła, że pójdzie do parku. Od 3 dni nie padało, teraz świeciło piękne słońce. Weszła do parku i zaczęła spacerować alejkami, spoglądała na drzewa, które w tym świetle, mieniły się wieloma kolorami. Gdzieś w oddali słychać było szum fontanny. Usiadła na ławce i siedziała tam dłuższy czas przyglądać się matkom prowadzącym wózki z małymi dzieci i prowadzące je za rękę. Gdy wróciła do domu przebrała się, pobawiła, się trochę z Fredem, a potem ponieważ jadła obiad przed wyjściem do lekarza, zrobiła sobie kanapkę, zjadła ją i położyła się na kanapie. Musiała chyba zasnąć, bo naglę usłyszała nad sobą głos męża:
- Cześć kochanie!
- O cześć! - ocknęła się. - Która godzina? - zapytała siadając i przecierając zaspane oczy.
 - 21 : 30 - mąż zerknął na zegarek kucając przy niej.
- Ojej jak długo spałam! - dziwiła się. - Zrobić Ci jakąś kolacje? - spytała.
- Nie dziękuje, coś tam jadłem w pracy, zrobię sobie tylko herbaty, już wstawiłem wodę! - powiedział i wyszedł z pokoju, a ona wstała i poszła za nim.
- Zrób i dla mnie! - poprosiła.stając obok mężczyzny.
- Co u Ciebie? - spytała.
- Najpierw powiedz jak Tobie minął dzień! - zachęcił  Janusz, sięgając do szafki po drugi kubek.
- Byłam u lekarza, jestem w ciąży! - powiedziała z radością w głosie.
- To cudownie!!! - ucieszył się ukochany, chwycił ją w ramiona i aż uniósł do góry z radości.
- Mnie Wojtek zaproponował dziś żebym startował w konkursie na ordynatora naszego oddziału! - poinformował ją po kilku minutach, kiedy już ochłonął.
- Jednak w tej sytuacji nie wiem czy się zdecyduje? - wahał się Janusz.
- Jeśli masz tylko na to ochotę, to startuj, jakoś sobie poradzimy! - przekonywała go z uśmiechem żona.

Proszę o komentowanie tego rozdziału lub całego dotychczas powstałego opowiadania. Zachęcam też do odwiedzania mojego bloga i czytania rozdziałów, które będą powstawać. Proszę poleć mojego bloga i opowiadanie innym np swoim znajomym. Będę wdzięczna za opinie na jego temat również na meila.



Rozdział 31

Rozdział trzydziesty pierwszy


Konkurs


Był początek września, jak na razie piękna pogoda. Ewa postanowiła w sobotnie przedpołudnie wybrać się na zakupy, bo i tak nie miała za wiele do roboty. Janusz od rana był na dyżurze w szpitalu, miał wrócić do domu około szesnastej. Postanowiła, że dziś ugotuje obiad na dwa dni, a jutro popołudniu pojadą do rodziców. Mama ostatnio narzeka, że odkąd Agnieszka z rodziną wyjechała, znowu czują się z ojcem samotni. Ewa pomyślała, że zatelefonuje jeszcze do Eli i zapyta, czy nie pojechaliby z nimi.
Weszła więc do salonu, odszukała słuchawkę telefonu, która leżała na stoliku przy kanapie, wzięła ją do ręki i wybrała numer do siostry.
- Cześć! - powiedziała po kilku sekundach, słysząc głos po drugiej stronie.
- Cześć, miło Cię słyszeć! - ucieszyła się Ela.
- Co u Was słychać, jak tam chłopcy? - zapytała Ewa.
- Wszystko w porządku, chłopaki rosną i są zdrowi.
- A co tam u Was? - młodsza z sióstr odwzajemniła pytanie.
- U nas też wszystko w porządku.
- Słuchaj dzwonię, bo chciałam Wam coś zaproponować. Czy nie wybralibyście się jutro z nami do rodziców? - spytała. - Mama ostatnio narzeka, że odkąd Agnieszka wyjechała czują się z ojcem samotni.
- Wiem mnie też to mówiła! - zaśmiała się Elżbieta.
- Nawet pomyślałam o tym, że trochę ma rację. Mieszkamy niby tak blisko, ale tak rzadko ich odwiedzamy, obiecałam sobie, że postaram się to zmienić. Wiesz dom, dzieci, inne sprawy, ale to żadne wytłumaczenie! - stwierdziła.
- Masz rację my mieszkamy jeszcze bliżej, ale niestety też rzadko u nich bywamy. - przyznała Ewa. - No więc jak wybierzecie się jutro z nami? - ponowiła pytanie.
- Niestety jutro nie możemy, bo przyjeżdżają do nas dziś popołudniu, rodzice Marka i zostaną do połowy przyszłego tygodnia, bo teść ma coś do załatwienia w Warszawie. - odparła Ela.
- Rozumiem trudno, to odwiedzimy ich tylko z Januszem! - zdecydowała Ewa. - To nie będę ci już przeszkadzać, bo skoro macie mieć gości, to pewnie jesteś zajęta?
- No trochę pichcę w kuchni, ale Marek jest dzisiaj w domu i zajął się chłopcami, więc zdążę wszystko przygotować. - przyznała Ela. - A Ty co porabiasz, nie jesteś w pracy? - zainteresowała się.
- W tę sobotę i niedziele mam wolne, dopiero w poniedziałek będę miała dyżur, ale za to dwunastogodzinny. Teraz zamierzam wybrać się na zakupy, potem będę robić obiad na dwa dni. - odpowiedziała starsza z sióstr.
- Wybierasz się sama na zakupy, myślałam, że nie rozstajecie się z Januszem, jesteście przecież świeżo po ślubie? - zaśmiała się Ela.
- Oj nie tak świeżo, to już trzeci miesiąc naszego małżeństwa! Janusz jest w pracy, a co do rozstawania się, to czasem miewamy dyżury osobno, choć przyznaje bardzo rzadko! - uśmiechnęła się lekarka.
- Aha rozumiem, to świetnie! Czyli miłość kwitnie? - bardziej stwierdziła niż zapytała, z radością w głosie Elżbieta. A spodziewacie się już potomstwa? - dopytywała się.
- To fakt miłość kwitnie, a potomstwa się jeszcze nie spodziewamy, przynajmniej na razie nic mi o tym nie wiadomo! - śmiała się Ewa. - Chociaż bardzo bym tego chciała. - dodała trochę ze smutkiem.
- Cierpliwości siostrzyczko, trzy miesiące, to nie tak dużo czasu i pewnie wkrótce zajdziesz w ciąże. - pocieszała ją Ela.
- Tak tylko oby jak najszybciej, bo nie mam już za dużo czasu, nie jestem już taka młoda! - stwierdziła pani doktor.
- Głowa do góry kochana! Jestem pewna, że niedługo będziecie mieli dzieciątko, ja w każdym razie będę trzymać za Was kciuki! - obiecała Elżbieta.
- Dzięki, przyda się. Nie przeszkadzam ci już, bo pewnie masz jeszcze sporo roboty? Ja lecę na zakupy, a potem zabieram się za gotowanie, bo Janusz wróci z pracy, a w domu nie będzie obiadu! - odparła z uśmiechem Ewa.
- Mam już obiad podgotowany, chce jeszcze tylko upiec ze dwa ciasta i trochę posprzątać. - powiedziała siostra.
- Życzę udanych zakupów i gotowania. Pozdrów Janusza.
- Dziękuje, a Ty ucałuj maluchy i pozdrów Marka! - odwzajemniła się Ewka.
Usłyszała w słuchawce cześć, na co odpowiedziała tym samym, rozłączyła się i zaczęła się zastanawiać co ma kupić, gdzie ma się udać na te zakupy i czy ma na nie pojechać samochodem, czy pójść pieszo.
Poszła do kuchni i zajrzała do lodówki, a potem do szafki i szuflady z różnymi produktami. Zrobiła listę potrzebnych rzeczy i doszła do wniosku, że musi jechać autem, bo jest tego całkiem sporo. Wzięła dwie dość duże torby na te sprawunki i klucze od domu i samochodu. Włożyła żakiet i buty, i otworzyła frontowe drzwi żeby zawołać Freda. Nie wiedziała czy ma go wpuścić do środka, czy zostawić na podwórku? Fredzio mimo, że miał budę blisko schodów, często przebywał w domu, szczególnie na noc. Miał swoje posłanie w przedpokoju, bo jego właścicielom szkoda było zostawiać go na zewnątrz.
Kiedy pies ją zobaczył natychmiast do niej podbiegł.
- No co piesku, chcesz wejść do środka, czy zostawić cie na podwórku? - mówiła do niego i głaskała go po grzbiecie, a on merdał przyjaźnie ogonem.
- Nie mogę cię dziś ze sobą zabrać, musisz tu na mnie poczekać niedługo wrócę, a popołudniu wybierzemy się we trójkę na spacer. - obiecała.
Zdecydowała, że zostawi go przed domem. Zamknęła drzwi, a Fred odprowadził ją do samochodu.
Po powrocie z pracy Janusz zawołał już od drzwi:
- Cześć Ewuś! Co tu tak ładnie pachnie?
- Cześć! Zrobiłam gołąbki. - odpowiedziała i cmoknęła go w policzek.
- Aha w takim razie przebiorę się, umyje ręce i siadamy do stołu.
- Dobrze wszystko jest już gotowe, tylko czekałam na ciebie. - przyznała.
- Ok zaraz przychodzę! - uśmiechnął się i pobiegł na górę.
Wrócił po 10 minutach, już odświeżony i przebrany.
- Pomóc ci w czymś? - zapytał wchodząc do kuchni.
- Rozłóż talerze i sztućce. - poprosiła, podała mu talerze, a wzrokiem pokazała na sztućce, które leżały już przygotowane do rozłożenia na stole, po czym wzięła do ręki półmisek i odwróciła się w stronę garnka z gołąbkami.
- Pysznie gotujesz kochanie! - zachwycał się Janusz przełykając kęs drugiego gołąbka, którego sobie nałożył, po zjedzeniu jednego.
- Dzięki. Ty też dobrze gotujesz! Przypominam sobie, że jak pierwszy raz zaprosiłeś mnie do siebie, to też podałeś gołąbki i były bardzo dobre! - Ewa uśmiechnęła się na to wspomnienie.
- Tak przypominam sobie to, ale ja wtedy wcale nie zaprosiłem cię na gołąbki! - odłożył widelec i nóż i pogładził ją czule po ręku.
- A na co mnie zaprosiłeś? - zaciekawiła się.
- Zaprosiłem cię wtedy do siebie tak po prostu, bez żadnych zamiarów. Choć podobałaś mi się bardzo! - wyznał. A to, że jedliśmy wtedy gołąbki to był zupełny przypadek, o ile sobie przypominam byłem wtedy bardzo głodny, nie wypadało jeść samemu, więc podałem to co miałem.
- Ha, ha, ha czyli nie poderwałeś mnie na faszerowaną kapustę?
- Nie, absolutnie nie! - Właściwie to ja nie wiem kiedy się w Tobie zakochałem? - zastanawiał się, kiedy oboje przestali się śmiać.
- Może wtedy na naszym pierwszym wspólnym nocnym dyżurze? - spojrzała na niego z uśmiechem.
- Sam nie wiem, może, ale wydaje mi się, że jednak to nastąpiło już wcześniej!
- O to ciekawe, muszę przyznać, że zaimponowałeś mi wtedy.
- Czym? - spytał zaskoczony.
- Swoją punktualnością i pracowitością. - odpowiedziała. - Przyjechałam wtedy na dyżur przed czasem, a ty i tak już byłeś w pracy, trochę mnie tym zadziwiłeś! - wspominała.
- Zawsze staram się być punktualny, jak pewnie zauważyłaś?
- Tak zauważyłam, ale wtedy mnie trochę to zdziwiło. - odparła.
- Dlaczego, czyżby reszta kolegów z chirurgii była niepunktualna? - dopytywał się z uśmiechem Janusz.
- Byli i są w miarę punktualni, ale ty byłeś wtedy nowy i nie wiedziałam co o Tobie sądzić. - tłumaczyła.
- Oj nie byłem już wtedy taki nowy! - zaśmiał się.
- No może nie, jednak mieliśmy mieć pierwszy wspólny nocny dyżur. - przypomniała mu.
- Tak, pamiętam. - przyznał.
- A co tam w pracy? - Ewa zmieniła temat.
-Jak to w szpitalu trochę się działo, chociaż dzisiaj było względnie spokojnie. - przyznał Janusz. Z tego co zauważyłem w poniedziałek będziemy mieli trochę roboty, jest kilka zaplanowanych zabiegów. - dodał.
- Dużo? - spytała.
- Nie, niedużo, dosłownie parę i jeśli jutro nie wydąży się coś nieprzewidzianego, to same proste. - odparł.
- Czy będziemy razem operować? - zainteresowała się.
- Coś tam mamy robić wspólnie, chyba jakiś woreczek. A czemu pytasz? - spojrzał na nią biorąc do ust ostatni kawałek ziemniaka, który miał na talerzu.
- Bo lubię z tobą operować. - powiedziała.
- To miłe i wzajemnie! - uśmiechnął się i odsunął od siebie talerz.
- Ale się najadłem! - stwierdził, dotykając swojego brzucha.
- Chcesz kawy? - zapytała, wstała od stołu i zaczęła zbierać naczynia.
- Pomogę Ci! - zaoferował, również wstając od stołu i biorąc puste szklanki po soku. Jedną kawę już dziś piłem, ale chętnie wypije drugą! - opowiedział na zadane wcześnie przez żonę pytanie.
- To może Ty Ewuniu usiądź i sobie odpocznij, bo już się napracowałaś z tym pysznym obiadem, byłaś też pewnie na zakupach? A ja zrobię tę kawę. - zdecydował, kiedy już sprzątnęli po obiedzie.
- Dobrze, to zrób, ja z przyjemnością sobie odpocznę, bo faktycznie już się dzisiaj trochę nachodziłam! - stwierdziła siadając na krześle.
- Niestety nie ma nic słodkiego do kawy. - uprzedziła męża.
- Widzę, że są jabłka, to zaraz upieczemy szarlotkę! - spojrzał na koszyczek z owocami stojący na szafce, a potem odwrócił się do niej i uśmiechnął się.
- O super wiesz jak lubię szarlotkę! - ucieszyła się.
- Wiem, wiem! - zaśmiał się Janusz.
- To pomogę ci i obiorę jabłka, a ty zrobisz resztę! - śmiejąc się wstała od stołu, podeszła do szafki, wzięła kilka owoców i nóż z szuflady.
- Ty sobie odpoczywaj, ja sobie poradzę! - zaczął protestować. - Jak się upiecze, to będziemy razem konsumować! - dodał.
- Obieranie jabłek nie jest męczące! - zapewniała go.
- Nie wiesz czy doktor Sikora, został już ojcem? - spytała.
- Nie mam pojęcia, Sylwia ma chyba termin porodu na koniec września - odpowiedział wyjmując potrzebne do ciasta produkty. - Sama mi o tym mówiłaś.
- Tak mówiłam, ale sam wiesz, że dzieci nie zawsze przychodzą na świat w wyznaczonym terminie. - odparła Ewa.
- To fakt! - zaśmiał się.
Kiedy szalotka była już w piecu Janusz zapytał. - To co robimy z dalszą częścią popołudnia, może, jak ciasto się upiecze, to wybralibyśmy się do kina albo na spacer, a wieczorem po kolacji... - nie dokończył tylko pocałunkiem w usta dał jej do zrozumienia o co mu chodzi.
- Kino może nie koniecznie, bo jestem trochę zmęczona, ale spacer i to co proponujesz po nim, z przyjemnością! - powiedziała kiedy skończyli.
Godzinę później wspólnie z psem, wybrali się na spacer.
- Wrzesień zaczął się w tym roku bardzo ciepło, ciekawe jak długo tak będzie? - zastanawiał się Janusz spoglądając w górę, na bezchmurne niebo.
- Oby tak było jak najdłużej! - rozmarzyła się Ewa. - Kiedyś nie lubiłam jesieni, bo kojarzyła mi się ze złymi wspomnieniami, ale od kiedy jesteśmy razem, ta pora roku mi się nawet podoba, zaczyna być tak kolorowo, na drzewach.
- Teraz jest kolorowo i tak będzie jeszcze kilka tygodni, a potem zrobi się szaro - buro i zimno, brr! - wzdrygnął się lekarz.
- Czemu jesień kojarzyła Ci się ze złymi wspomnieniami, czy tu chodzi o Krzysztofa? - zapytał.
- Wiesz jesień w ogóle sprzyja melancholii, ale jak ma się obok siebie kogoś ukochanego, to łatwej znieść ten czas, a co do wspomnień o Krzysztofie, to wtedy wyjechał z Polski jesienią. - stwierdziła.
- Czemu my ciągle wracamy do tych naszych przykrych histori? - trochę się rozzłościła uświadomiwszy sobie o czym znowu rozmawiają.
- Myślę, że my nigdy nie unikniemy tego tematu, bo zostaliśmy mocno zranieni, ja przez Darię, ty przez Krzysztofa. Mnie jest trochę łatwiej, bo jej nie widuję, ale ty bez przerwy się na niego natykasz. Pamiętasz pewnie jak zareagowałem, kiedy spotkaliśmy ją wtedy z mężem w Krakowie?
- Tak pamiętam! - przytaknęła.
Przystanęli na chwilę, Janusz starał się uspokoić Ewę widząc jej zdenerwowanie. Gładził ją delikatnie po policzku i uśmiechał się czule.
- Oj przestańmy gadać na te smutne tematy, cieszmy się sobą i tą piękną pogodą! - zawołała chcąc się rozweselić.
- Wiesz zaplanowałam nam już jutrzejsze popołudnie nie wiem tylko co z tego wyjdzie? - poinformowała męża, kiedy zbliżali się do domu Bożeny i Jana.
- O, a co ciekawego mamy robić? - zainteresował się,
- Wpadniemy jutro do moich rodziców! - powiedziała - Nie wiem tylko czy wcześniej nie powinniśmy zadzwonić, bo może nie być ich w domu? - zastanawiała się.
- Z tą wizytą to świetny pomysł! Z tego co wiem to nigdzie się jutro nie wybierają, bo widziałem się dziś z tatą. - odrzekł.
- Słuchaj, a może wstąpimy do nich teraz, jesteśmy przecież tak blisko? - zaproponował.
- Przecież mieliśmy na dziś wieczór inne plany! - szepnęła mu do ucha.

Dwa tygodnie później Ewa obudziła się rano, czuła, się źle, było jej niedobrze, musiała szybko zerwać, się z łóżka i biec do łazienki.
- Dobrze się czujesz, jesteś taka blada? - zaniepokoił się mąż, kiedy stamtąd wyszła.
- Czyżby to znowu anemia, kiedy byłaś ostatnio u Jacka? - zasypywał ją pytaniami nie czekając na odpowiedź.
- A może to już to...? - na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek.
- Czuje się tak sobie, to nie anemia, raczej się czymś zatrułam, a u Jacka od tej wizyty kontrolnej nie byłam, bo czułam się dobrze. - zaczęła cierpliwie odpowiadać na jego pytania.
- Jeśli to potrwa dłużej, to udam się do apteki, a potem do lekarza! - zapewniła.
- Dobrze, a teraz chodź na śniadanie! - zachęcał zatroskany.
Chociaż nie miała na nie ochoty, po namowach zjadła bułkę z masłem i popiła słabą herbatą.
Po przyjeździe do pracy w pokoju lekarskim zastali tylko Dorotę.
- Cześć Pani Dyrektorowo! - przywitali się.
- Cześć! Ewa dzwonił Wojtek i prosił, żebyś do niego przyszła, jak się tylko pojawisz! - poinformowała lekarka.
- Cześć dobrze, że jesteś, chciałem z tobą o czymś porozmawiać. - powiedział kolega, kiedy weszła do jego gabinetu.
- Cześć! Domyślam się, że nie wezwałeś mnie na pogaduszki! - odparła.
- Powiem wprost chciałbym, żebyś startowała w kursie na ordynatora chirurgii. - Pamiętasz wspominałem ci o tym kilka tygodni temu?
- Tak pamiętam, ale muszę Ci odmówić. Wiesz niedawno wyszłam za mąż, planujemy powiększenie rodziny, więc nie ma sensu, żebym teraz startowała w konkursie. - tłumaczyła.
- Rozumiem, czy już jesteś w ciąży? - uśmiechnął się.
- Nie wiem, ale będziesz jedną z pierwszych osób, którą o tym zawiadomię, jeśli to nastąpi, jesteś przecież teraz najważniejszy w całym szpitalu! - powiedziała.
- Tak, ale jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłem! - żartował Wojtek.
- Co do stanowiska ordynatora, to zaproponuj je swojej żonie, albo któremuś z chłopaków, zresztą myślę, że jesteśmy na tyle dobrą placówką, że nie będzie problemu z kandydatami. - sugerowała koleżanka.
- Co do Doroty, to ona nie chce, bo twierdzi, że jeden szef w domu wystarczy! - śmiał się.
Wracając od dyrektora Ewa spotkała po drodze Krzysztofa.
- Cześć, co u Was, czy macie już synka? - zapytała go.
- Cześć nie jeszcze, nie, Sylwia ma termin na przyszły tydzień. - odpowiedział.
- O to już niedługo! - zauważyła.
- A co u Was słychać? - odwzajemnił pytanie.
- U nas wszystko dobrze. Słuchaj czy mógłbyś mi polecić jakiegoś dobrego ginekologa? - poprosiła.
- Idź do Marka... - wymienił nazwisko ich wspólnego kolegi ze studiów.
- A on przyjmuje gdzieś w Warszawie? - zdziwiła się.
- Tak jakiś czas temu przeniósł się tu z żoną i synem, a od niedawna pracuje na moim oddziale. - wyjaśnił Krzysiek.
- Jak chcesz to powiem mu, żeby Cię przyjął? - zaoferował.
- Dziękuje, sama zapiszę się do niego na wizytę.


Proszę o komentowanie tego rozdziału lub całego dotychczas powstałego opowiadania. Zachęcam też do odwiedzania mojego bloga i czytania rozdziałów, które będą powstawać. Proszę poleć mojego bloga i opowiadanie innym np swoim znajomym. Będę wdzięczna za opinie na jego temat również na meila.

Rozdział 38